poniedziałek, 29 grudnia 2014

Było, minęło

Przede mną ostatnia część grudniowego wyzwania i od początku przyszło mi na myśl, aby podejść do niej z innej strony. W tym momencie ja - prawie 26-letnia kobieta siedzę przed laptopem, piszę tekst na bloga, syn ma już 3 lata i 8 miesięcy i przygrywa mi właśnie na organkach, męża, który niedawno skończył lat 27 chwilowo w domu nie ma, ale jutro będziemy mieli go tylko dla siebie. Cudowne są te nasze wspólne chwile. Rzadko jako mała dziewczynka bawiłam się w sklep, szkołę, w której byłam nauczycielem, czy bibliotekę, albo lekarza. Najczęściej bawiłam się w dom, albo ślub. Uwielbiałam, kiedy moje liczne lalki, a później lalki samodzielnie wykonywane ze sznurka ubierałam w białe suknie i stawiałam przed wyimaginowanym ołtarzem z przystojnymi partnerami. Tak mi to jakoś zostało, że rodzina jest spełnieniem marzeń. Są inne plany, które chciałabym dać radę zrealizować, ale mam już to, co dla mnie najważniejsze; dwie cudowne osoby, które czasem doprowadzają mnie do rozstroju nerwowego, ale tak czy inaczej bardzo je kocham. Moja RODZINA.

Zastanawiam się nad tym, co było i przychodzi mi do głowy pewna myśl, dla jednych może głupia, ale dla mnie w tej chwili całkiem sensowna: "często to te piękne wspomnienia stają się natrętami psującymi obraz rzeczywistości". Czasem przychodzi taka chwila, że powrót do tych wspomnień miłych, w których ziściły się nasze marzenia wcale nie jest pozytywnym doświadczeniem. Jeden sen, przez który wracamy do minionych chwil sprawia, że to, co tu  teraz przestaje być cudowne, magiczne i uważane za spełnienie marzeń.
Wspominałam już o mojej babci. Tak wiele mam z nią cudownych wspomnień, zawsze była przyjaciółką, której mogłam o wszystkim powiedzieć, wybawiała mnie z największych tarapatów. Razem chodziłyśmy na grzyby, były to wielogodzinne wyprawy i teraz, kiedy sama przemierzam te szlaki coś ściska mnie za serce i to, co było ogromną radością staje się udręką. Patrzę na nią i myślę, że gdyby można wymazać te miliony dobrych wspomnień, wspólnych, cudownych chwil byłoby łatwiej. Pewnie nie lepiej, bo tym, co po nas zostaje są wspomnienia w sercach bliskich, a czasem nawet tych ludzi, o których nie zdajemy sobie sprawy, że możemy mieć dla nich jakieś znaczenie. Ale nasze cierpienie, kiedy kogoś tracimy, także powoli, zdając sobie sprawę, że to "lepiej" już było i nigdy nie nastąpi wyznaczają głównie te wspomnienia z jednej strony jakże miłe sercu, a z drugiej pozwalające mu rozpaść się na kawałki.
Mówiąc o złych wspomnieniach może powinnam mówić o chorobie, o utracie poronieniu, o wielu innych momentach życia, które wywołały setki łez, ale one teraz są niezwykle odległe i nie powodują efektu mokrych oczu. Czas jednak najczęściej leczy rany. Za to te kiedyś dobre wspomnienia potrafią wycisnąć łzy.
 
Mój mąż był pierwszym chłopakiem do związku z którym podchodziłam poważnie. Wcześniej chodziło mi głównie o dobrą zabawę, mile spędzony czas i takie tam. Są momenty, kiedy zastanawiam się co by było gdyby?  Zawsze w efekcie przypominam sobie te najlepsze chwile spędzone z mężem i to, jakim oparciem okazał się w tych chwilach najtrudniejszych. Ogólnie każde takie rozważnie wychodzi z wielkim plusem dla niego. Ale skąd się bierze ta głupia myśl "co by było?"? Stąd, że z kimś innym też spędziło się wiele świetnych chwil, że przy kimś innym czuło się "motyle w brzuchy" i  że może, gdyby było się w tej czy innej chwili dojrzalszym życie mogłoby wyglądać zupełnie inaczej. Czy to nie wspomnienia sprawiają, że do głowy przychodzą głupoty? Często myślę sobie jak fajnie byłoby znów pójść na wagary z ekipą z lat licealnych, powygłupiać się i wierzyć, że nic się nie wyda. Cudowne wspomnienia...
Dziś jestem zupełnie inna. Patrze na życie raczej trzeźwo, przede wszystkim myślę o Pawle, następnie o Mirku, a dalej w kolejności o sobie. Czasem zależnie od sytuacji przede mną może znaleźć się na tej liście ktoś inny. Raczej nie przedkładam swoich marzeń i pragnień ponadto, co byłoby najlepsze dla reszty Brygady G. Kiedyś mogłam myśleć tylko o sobie i są chwile, kiedy z tęsknotą myślę o tamtych czasach. Ale wygląda to tak, że chciałabym wrócić na parę dni do tamtych czasów, by móc z powrotem znaleźć się tu i teraz.
Masę cudownych wspomnień z gatunku tych niebolesnych jest związanych z moim mężem i mam nadzieję, że zawsze pozostaną tymi miłymi, które łez nie wyciskają. Pierwsze spotkanie, pierwszy pocałunek, wspólne wycieczki, cudowne, romantyczne smsy, pierwsze wspólne święta, zaręczyny, ślub i wiele innych rzeczy, które robiłam po raz pierwszy... ;-) A później fantastyczne, czasem niemal metafizyczne chwile naszej trójki.
A teraz co mogę powiedzieć? CHWILO TRWAJ! ;-)
 

12 komentarzy:

  1. Może masz rację.. może te rzeczy, które wspominamy z uśmiechem czasami sprawiają nam ból... np. w momencie gdy osoby blisko powiązane z tymi chwilami odchodzą. I nie ma siły by wrócić to co było dobre... i nagle zmiast cudownych wspomnień pojawia się żal i gorycz, że już nie wrócą....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oby te dobre wspomnienia jak najrzadziej stawały się powodem do smutku.
      :-)
      Żal, że niektóre chwile już nigdy nie wrócą chyba nas nie ominie.

      Usuń
  2. Mając rodzinie już nigdy nie da się myśleć jak dawniej, tylko o sobie i swoich potrzebach. Moim zdaniem jest to piękne, nie żyjemy tylko po to żeby żyć, żyjemy dla kogoś i z kimś. :)
    Oby przed Wami było jeszcze wiele pięknych chwil i abyście byli w sobie wiecznie zakochani. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, oby tak był. Na razie minęło 5 lat i 3 miesiące i na pewno mniej się nie kochamy. Czy bardziej? Nie wiem, ale jest za to mnóstwo rzeczy, które nas łączą.

      Usuń
  3. Oj tak wszystko się zmienia, mając własną rodzinę. Może życie tak na prawdę obróciło się o 180 stopni.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Partner czy mąż inna bajka, ale prawdziwy strach i lęk czujemy, kiedy zostajemy rodzicami ;-) I zmiana jest na pewno o 180 stopni ;-)

      Usuń
  4. Czasem zastanawiam się, jakby to było gdyby mogła zrobić coś tylko dla siebie i nie patrzeć się na innych, ale już nigdy tak nie będzie i bardzo mnie to cieszy. Nie ma nic wspaniałego niż rodzina.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się z tym, ale czasem troszkę tęsknię do tamtych czasów mimo wszystko. Czasem przychodzi taki dzień, że człowiek ma wszystkiego dość, ale mimo to przez ułamek sekundy nie żałowałam ;-)

      Usuń
  5. Kiedy stajemy się odpowiedzialni za inne osoby zmienia się też nasze podejście do życia. Zdecydowanie zgadzam się, że te pozytywne wspomnienia potrafią dostarczyć z drugiej strony negatywne emocje np. kiedy wiemy, że już nigdy nie spędzimy tej chwili tak samo bo nie ma już tej osoby.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oby było tych sytuacji, kiedy "dobre zmienia się w złe" jak najmniej ;-)

      Usuń
  6. Ja też czasami boję się wspomnień. Bardzo sympatyczny i osobisty post! Przeczytałam z wielkim zainteresowaniem! I fakt jak się ma rodzinę jest już zupełnie inaczej. Pozdrowienia!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję. A niektóre wspomnienia uwolnione w nieodpowiedniej chwili potrafią sprawić, że najlepszy dzień zmieni się w koszmarny :-( Jeszcze raz życzę, oby zawsze te dobre pozostawały wyłącznie dobrymi wspomnieniami.

      Usuń