piątek, 19 grudnia 2014

Sytuacji kilka z dnia wczorajszego Brygady G. ;-)

Od kilku dni zbierałam się do spisania anegdot z naszego życia, ale cóż - innym razem - dzień miniony pokrzyżował moje plany. Wczorajszy dzień, tak paskudny, że aż komiczny przyprawił mnie o nieograniczoną chęć podzielenia się naszymi "śmiechowymi" sytuacjami. Chyba potrzeba własna poprawy humoru mnie do tego skłoniła, ale cóż może komuś jeszcze przyda się trochę śmiechu? Czyli startujemy!
Wczorajszy dzień z pozoru zaczął się normalnie i tak sobie biegł gdzieś do około godziny szesnastej, kiedy to postanowiłam zrobić pranie, a dalej, dalej to już była lawina zmniejszających nasze portfele do mikroskopijnych wielkości, ale jakże komicznych zdarzeń. Wróćmy do prania. Już miałam je pakować do pralki, kiedy zawołał mnie mąż, z praniem pobiegłam do niego, rzuciłam je na stół i pomogłam w tym, o co prosił. Następnie wzięłam pranie, wrzuciłam do pralki, nalałam płynu do prania i włączyłam. Po jakimś czasie zaczęłam szukać telefonu... Tu nie ma i tam nie ma - gdzie jest? Nagle mama zawołała mnie i poinformowała, że coś bardzo tłucze się w pralce. Tak, nie dało się ukryć - telefon wzywał z pralki o pomoc. Teraz to możemy w nim zrobić akwarium. A taki ładny był "amerykański", niespełna roczny. Dodałam ogłoszenie o tym, że kupię telefon, przy czym nadmieniłam, co się stało. Dwa komentarze mnie rozbawiły:
 "można powiedzieć, że całkowicie wyczyściłaś swój telefon"
 "nie sprzedawajcie jej ona pierze telefony !"

Dzisiaj natomiast zapytałam męża o której wróci do domu.
- Około 14:00 odpowiedział.
- Ok, jeżeli spóźnisz się i tym razem obiecuję - wypiorę Ci telewizor! ;-)

Z ciekawostek wczorajszego dnia, a właściwie godzin pomiędzy 16-22: mąż wczoraj kupił w jednym z sieciowych sklepów choinkę. O matko! Kiedy przyniósł ją do domu igły leciały niemiłosiernie - tylko facet mógł kupić coś takiego. No trudno. ubraliśmy to coś, żeby chociaż do Sylwestra z nami zostało. W związku z tym nasza tradycja ubierania choinki w Wigilię wzięła w łeb. A szkaradne drzewko okazało się po ubraniu być jedną z ładniejszych choinek, jakie mieliśmy. Paweł postanowił przyjrzeć się dokładnie bombkom, szczególnie tym z lat siedemdziesiątych, które zawiesiłam z wielką pieczołowitością, sprawiając, ze choinka w tym roku jest, jak z mojego dzieciństwa. No i przyjrzał się - dogłębnie - wkładając paluchy w rozetki, tak, że całe bombki popękały. Rozpacz mnie ogarnęła. I trzymała długo. W końcu, kiedy dziecię zechciało pójść spać szarpnęłam drzwiami. *********** (w miejsce gwiazdek możecie wstawić różne przekleństwa, do woli) W rękach została mi część drzwi. Dodam, żeby nie było, że jestem tak silna były to drzwi harmonijkowe. Tym sposobem dzień ostatecznie dobiegł końca.
* A oczywiście Brygada G. to nasza póki co trójka.

20 komentarzy:

  1. Ja tego lata swój utopilam w stawie. Także na równi z Toba mogę się postawić....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O miło mi bardzo i humor wzrósł dziesięciokrotnie ;-) Zawsze lepiej kiedy się okazuje, że nie jesteś sam ;-p

      Usuń
  2. Też mam czasem taki dzień, kiedy zastanawiam się co jeszcze mogę zepsuć,
    w wakacje zahaczyłam nogą o kabel od laptopa i spadł ze stołka niby jakieś 50 cm, ale uderzył jakoś pechowo rogiem i rozwaliłam płytę główną, na szczęście nie dysk ale laptop do wymiany.
    Dziwne, że ja swojego telefonu nie uprałam, o ile się bardzo nie zniszczył do spróbuj wysuszyć, mi się kiedyś udało.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kiedy dzisiaj próbowałam włączyć - działał, ekran wygląda strasznie, druga sprawa, ledwo mnie słychać, kiedy dzwonię. Wyłączyłam i pozwalam mu jeszcze odpocząć ze dwa dni. Może będzie dobrze. Jednak nie reklamując i pomimo mojej słabości do Sony, jednak Nokia to Nokia.

      Usuń
  3. Ja byłam wczoraj z mężem po zakup choinki. Padało, było zimno, a on stał i przebierał. Ta nie bo to, ta nie bo tamto, ta nie bo nie.. W końcu wybrał. Dumny wstawił do salonu, kręci tym stojakiem, kręci i co się okazuje ? Choinka jest jakaś garbata! Z tego całego wybierania musiliśmy "garba" ukrywać łańcuchami :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak jest zazwyczaj ;-) Nasza jest krzywa, trzeba podkładać deseczkę pod doniczkę :-p

      Usuń
  4. Odpowiedzi
    1. Dobrze, że ktoś zadowolony ;-) Na coś się to wszystko przydało ;-)

      Usuń
  5. Właśnie robię pranie i nie mogę znaleźć telefonu. Po przeczytaniu Twojego posta trochę się stresuję ;).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Daj znać czy się znalazł w sensowniejszym miejscu, niż wnętrze pralki :-)

      Usuń
    2. W szufladzie z laktatorem i termometrem. ;). - tylko matka zrozumie matkę ;).

      Usuń
    3. O no to w stałym miejscu, u nas w domu już chyba każdy wszędzie kładł. Były na dworze przez całą noc, w lodówce, więcej mi w tej chwili do głowy nie przychodzi, ale było tego :-p

      Usuń
  6. Mój siostra wymoczyła w wiadrze, jak myła okna... do tej pory zachodzę w głowę, jak się tam znalazł :O

    OdpowiedzUsuń
  7. Dobre :))) Zdolności wręcz niesłychane. Ile takich wpadek człowiek ma na koncie to czasem aż wstyd się przyznać :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja tam chętnie się przyznaję, gdzieś w środku odzywa się natura blondynki ;-)

      Usuń
  8. U wypraniu telefonu jeszcze nie słyszałam. ;)
    Szkoda tych bombek, ale najwyraźniej tak miało być.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyli co? Wyczyścić ładnie twój na święta? Błysk murowany :-p A bombek faktycznie szkoda. :-(

      Usuń
  9. i u nas mnóstwo takich sytuacji - nie wiadomo czy się śmiać czy jednak płakać.
    ja sama mam problem odwieczny ze zlokalizowaniem swojego telefonu. najczęściej ma wyłączone dźwięki i nie można "zadzwonić na niego", by sprawdzić, gdzie jest. najczęściej znajduję go w dość dziwnych miejscach :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kiedy Paweł był malutki miałam to samo. Od czasu, kiedy nie śpi w dzień dźwięki mam włączone, na szczęście teraz już z tym nie mam problemu, za to robię ciekawsze rzeczy :-p

      Usuń