czwartek, 11 grudnia 2014

Wieśniara

Może za mocny tytuł, ale przecież dla niektórych nią jestem. Spotkałam już wielu ludzi mieszkających w miejscowościach oddalonych od tej mojej o niecałe dziesięć kilometrów, którzy nie słyszeli nigdy o tym, ze wioska w której mieszkam w ogóle istnieje. Wioska niewielka, licząca 113 numerów domów. Faktem jest, że rozciąga się na sporej powierzchni, a odstępy pomiędzy kolejnymi zabudowaniami są często spore. Przed domem droga - asfaltowa, jednak nie całkiem średniowiecze, ale chodników, ba nawet oświetlenia na sporym odcinku brak. Pamiętam czasy, bo nie było to wcale tak dawno, kiedy chodziłam na dyskoteki, ogniska, czy nawet do szkoły na autobus o 6.21 (a do niego niecałe 3 km), a wokół ciemność, czasem egipska. Z przyjemności po drodze do najbliższego, niewielkiego miasteczka - cmentarz. Ale cóż tam cmentarz, kiedy mijałam go w nocy, drogą idącą wąwozem, pomiędzy dwiema skarpami przynajmniej były tam lampy. Najbliższy sklep od domu oddalony około 2 kilometry, najbliższe większe miasteczko, gdzie znajdę sklep, w którym kupię ubrania prawdopodobnie niezleżałe, albo taki, w którym kupię ukochane ciasto francuskie, czy mozzarellę, ba nawet drożdże u siebie nie zawsze dostanę, znajduje się jakieś 10 kilometrów od mojej wioski. Praca - hm... Może pomińmy ten temat, bo chyba nawet nie ma o czym mówić. Internet - co ja bym bez ciebie zrobiła. Poznaję dzięki tobie tylu fantastycznych ludzi. Ile mam blogerek zdążyłam już polubić, niektóre nawet bardzo mocno. Śledzę ich blogi codziennie, zaglądam, co u nich słychać. Nie to, co w realu - tutaj nie doświadczyłam niczego złego z tego powodu, gdzie mieszkam, ani kim jestem, a kim jestem? Rolnikiem. Wiele z Was wie. Mój mąż kocha to, co robi, a ja nie zaprzeczę, że jest wiele prac, które uwielbiam, ale i wiele, których nie cierpię. Pracy jest masa, ale czasem daje ogromną satysfakcję. Kocham zwierzęta, może nie tak, jak mój maż, który minął się z powołaniem, bo sądzę, że byłby z niego świetny weterynarz. Skoro nie odczuwam, że jestem jakaś od Was przez to gorsza, a w prawdziwym życiu uwierzcie mi odczułam to nieraz. Głównie tak, jak jedna, cudowna mama blogerka, słyszę teksty w stylu "po o mi były studia, skoro robię, co robię". Rolnik nie równa się - idiota, a czasem tak to się uznaje. Proponuję tym, którzy tak twierdzą zacząć prowadzić taką dokumentację, jaką musi prowadzić w tej chwili rolnik, przy tym nie pogubić się i nie dostać kary finansowej, nauczyć się używać maszyn, których używają rolnicy, wiedząc ile wypadków zdarza się na wsi z nimi związanych, proponuję wstać rano i do późnych godzin nocnych pracować - nie tylko fizycznie, bo logistyki jest wcale nie mniej, niż pracy fizycznej i proponuję przemyśleć, że każdego dnia zwierzęta muszą jeść, oczywiste, prawda? Tak, dlatego rolnik nie ma urlopu i dnia wolnego, jeśli nie zrobi tego jedna osoba, musi inna. Ale wracając do Was drogie blogerki, skoro relacje z Wami są, jakie są to raczej jesteście inne niż wielu ludzi spotykanych na co dzień, cieplejsze, bardziej otwarte, inteligentniejsze. Ale wiecie, zazdroszczę Wam wielu rzeczy;
  1. spotkań między sobą - mieszkając w większych miastach możecie spotkać się w realu, a ja cóż, jak ja chciałabym porozmawiać na żywo z wieloma z Was, z tymi które mi imponują, które tak cenię i są dla mnie wzorami i z tymi, za które trzymam kciuki, kiedy w życiu jest pod górkę
  2. zawsze kochałam książki, ale oczywiście wszędzie mam za daleko, kiermasze, targi książki, a jak ja bym chciała tam być...
  3. kiedy robię obiad najpierw sprawdzam, czy wszystko mam, nie wyjdę w międzyczasie do sklepu po to, czego mi brakuje, zawsze muszę dobrze przemyśleć listę zakupów
  4. do najbliższego placu zabaw mam też jakieś 2 kilometry, dotrzeć tam nie jest problemem, wrócić latem, kiedy panuje upał, a droga cały czas wiedzie pod górę to już nie lada wyzwanie
Wiecie co? Nigdy nie chciałabym zamienić tego miejsca na inne. Patrzę przez okno. Z jednej i drugiej strony gdzie nie spojrzeć lasy i pola, akurat domów nawet z okien nie widać. Otwieram, spoglądam - Góry Świętokrzyskie, piękne, widać wieżę transmisyjną, która oświetlona nocą wygląda, jak namiastka Wieży Eiffla. Latem wychodzę tylko przed dom, a tam brzozy, a pod nimi grzyby. W gorący letni dzień roznosi się zapach dojrzałych zbóż, wiosną słychać śpiew ptaków. Zimą, zimą jest dla mnie najpiękniej, kiedy ziemię, drzewa przykryje biały, czyściutki puch, nie takie, jak w mieście po chwili od momentu, jak tylko spadł, biały... Święta, dla mnie tutaj są one najpiękniejsze, smutno tylko, że pewnie w tym roku, jak przez kilka poprzednich lat pewnie śniegu nie będzie. Jest cudownie.

Tych, którzy chcą zobaczyć, jak jest tu pięknie zapraszam do klikania w linki: http://www.ostrowiecnr1.pl/zdjecie/Swietokrzyska-jasien-Prawecin/
http://www.eholiday.pl/info-prawecin-34238-zdjecie-27478.html
http://www.eholiday.pl/info-prawecin-34238-zdjecie-27482.html#idd_city_gallery
A oto wąwóz koło cmentarza, o którym napomniałam http://www.panoramio.com/photo/51645877

21 komentarzy:

  1. ach.........ja mieszkam na przedmieściach, ale wieś zawsze była moim marzeniem :) Nie ma się czego wstydzić ani nic w tym guście, ta cisza, spokój i świeże powietrze .....:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uwielbiam to, chociaż minusów kilka też się znajdzie, ale jednak to moje miejsce na ziemi. Pamiętam ogromne zaspy, kiedy byłam dzieckiem, tylko tego z jednej strony mi brakuje, a z drugiej kiedy sama mam dziecko chciałabym uniknąć, bo zdarzało się że na długo pozostawaliśmy odcięci od świata. Przedmieścia - też fajnie, bo niby większy spokój, a jednak wszędzie w miarę blisko. :-)

      Usuń
  2. Boski ten wąwóz! Kilka razy do roku jeździmy do Ostrowca, muszę kiedyś koniecznie zobaczyć te strony :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zapraszam, widoki bezcenne. Może wpadniesz kiedyś na kawę albo herbatę w ogrodzie? Jeszcze raz zapraszam ;-)

      Usuń
  3. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  4. Myślę ze te wszystkie durne komentarze są po. Prostu przez zazdrość. W końcu sami sobie szefem jesteśmy i to my decydujemy o urlopach i wyplatach dla siebie.,..inni zasuwaja na szefów...jestem rolnikiem i jestem z tego dumna. Mamy z mężem kierunkowe studia w zawodzie i nawet nasz kolega prokurator czy lekarz uważają nas za równych. Pozdrawiam gorąco!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja nie zamieniłabym tego na nic innego. Nie mówię, że gdyby nadarzyła się okazja nie pójdę do pracy, bo chyba bym się zdecydowała na jakąś pracę, ale pracę oprócz, a nie zamiast. Nie wyobrażam sobie życia bez pól, zwierząt, nawet żniwa lubię, a w zasadzie je chyba najbardziej. Ja skończyłam pedagogikę, najpierw wczesnoszkolną, później terapeutyczna i to mi się przydaje w życiowym projekcie: matka, a w rolnictwo wrosłam od dziecka, natomiast mój mąż najpierw poszedł w stronę mechaniki, co też mu się przydaje, a następnie skończył szkołę rolniczą. Oboje chodziliśmy do szkoły, poza tym był maleńki Paweł, kiedy pisałam pracę licencjacką dopiero co się urodził. Póki co jestem zadowolona, że życie ułożyło mi się tak, a nie inaczej. Mam nadzieję, że zawsze będę miała tę satysfakcję.

      Usuń
  5. Cześć,
    pozwoliłam sobie nominować Twój blog do wyróżnienia Liebster Blog Award. http://kornelkowy.blogspot.com/2014/12/liebster-blog-award.html
    Pozdrawiam Kasia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za nominację i spróbuję wywiązać się w miarę szybko ;-) Pozdrawiam. ;-)

      Usuń
  6. Nigdy nie byłam w Twoich stronach, a jest u Was jak widać pięknie.
    Ci ludzie zapewne Ci zazdroszczą, a uwierz jest czego. Owszem, może takie życie nie jest wcale takie proste, jak niejednemu się wydaje, jednak wielu o takim życiu marzy.
    Życzę Wam i sobie oby było nam dane przeżywać święta w otoczeniu śniegu. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj Kasiu marzenie... Paweł jeszcze nie przeżył prawdziwych świąt ze śniegiem, ta aura jest dobijająca. A do nas zapraszamy, szczególnie latem z dziećmi, atrakcji w okolicy jest wiele. Oj i o tym kiedyś muszę napisać, bo naprawdę, jest co zobaczyć. ;-)

      Usuń
  7. Ja też nie mieszkam w wielkim mieście i wielu rzeczy nie mogę dostać, ale - tu na moje "pocieszenie" - w przyszłym roku przeprowadzam się na wieś. Taką wieś-wieś. Może kiedy wyjrzę przez okno, dostrzegę inne domy, ale sklep też hen, daleko i to taki "największej potrzeby". :)
    Ważne, żeby się cieszyć z tego, co się ma. To raz. A dwa: czy nie zauważyłaś ostatnio, że często wieśniakami są ludzie z miasta? Czasem bywam (a w jednym mieszkałam na studiach) i oni naprawdę niejednokrotnie zachowują się okropnie! Totalnie bez klasy. Osoba mieszkająca na wsi jest najczęściej bardzo poukładana. Zupełna odwrotność!
    A każda praca wymagająca myślenia, zorganizowania, skrupulatności jest bardzo godna podziwu! A bycie rolnikiem jest naprawdę trudno: w dzisiejszych czasach macie pod górkę, a przecież eko-mamy czy wielu ludzi płaci słono za "jajka od szczęśliwej kury" i "mleka od zadbanej krowy".

    Nie daj się! I powodzenia! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, a u nas ludzi chętnych na mleko od tej naszej uśmiechniętej krowy brak. Jajka od kur zazwyczaj jesteśmy w stanie spożytkować sami, ale już tak całkiem szczerze, często wychodzi się na tym na zero, zdarza się, że trzeba jeszcze dołożyć, ale już samo bycie dla siebie szefem jest dużo warte. Dziękuję za piękny komentarz. Pozdrawiam i przyjmuję skrawek twojej pogody ducha, choć ostatnio i mojej mi przybyło ;-)

      Usuń
  8. A ja zazdroszczę Tobie. Spokojnie płynących dni bez zbędnego pośmiechu, ciszy, czystego powietrza i przestrzeni dookoła. Sama pochodzę z miasta średniej wielkości, mam za sobą też 3lata życia w Warszawie, które mocno mnie wciągnęło i sprawiło, że pokochałam jego szybki rytm. Od półtora roku mieszkam z mężem w małym mieście pod Warszawą i każda wyprawa do stolicy jest dla mnie koszmarem. Męczy mnie gwar, ludzie biegnący przed siebie jakby na ślepo.. Marzy mi się wiejski dom za miastem, na uboczu.. Przez męża pokochałam przestrzeń i spokój.. Bukowina poza sezonem jest piękna! Taka cicha i pusta.. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kiedy tak się głębiej zastanowię, to za nim pojawił się na świecie Paweł chciałam od życia czegoś innego, brakowało mi właśnie tego szybkiego rytmu, tego, co niespodziewane, biegu, podążania za uciekającym. Kiedy urodził się Młody o wiele bardziej doceniłam to swoje miejsce na świecie. Spacery z wózkiem po raczej spokojnych drogach, bez skakania z krawężnika, na krawężnik, a później spacery z Pawłem za rączkę po lesie, nadal mogę go spokojnie puścić, żeby się wybiegał, nawygłupiał, w mieście, ciężej ze spuszczeniem z oka chociaż na moment.

      Usuń
  9. Cisz, spokój, świeże powietrze... Idealne warunki, ale rozumiem Twoje uczucie odosobnienia i wiem, że ja mimo mojej miłości do wsi(jestem zootechnikiem z wykształcenia;-) ) nie dałabym rady długo wytrzymać w takim miejscu... Zwłaszcza mając dziecko, które co rano trzeba zaprowadzić do przedszkola, które choruje nie pytając jak daleko do Pani Doktor ;-) Cóż, są plusy i minusy każdego miejsca zamieszkania! Trzeba się cieszyć i doceniać to co się ma! :-) A reszta jakoś ujdzie :-) Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Akurat z przedszkolem nie ma problemu, raz, że Pawła jeszcze nie wysłałam, bo jest ogólnie raczej chorowitym dzieckiem, a dwa, że po dzieci rano przyjeżdża bus, a po południu je odwozi. Chociaż Pawła pewnie i tak będzie zawoził tata. ;-)

      Usuń
    2. o no to pół biedy, jak to mówią :-) a jakie książki lubisz najbardziej czytać? może uda mi się Ciebie znów do czegoś zachęcić, czego nie zdążyłaś jeszcze poznać?:-)

      Usuń
    3. Szczerze to sięgam po wszystko, od podróżniczych, po "wampirologię" nawet ;-) Ostatnio od września sięgam głównie po romanse dla odstresowania i te historyczne i te zabawne raczej, jak "klub niewiernych żon", a nawet harlequiny, co mi wpadnie w ręce z tego gatunku to pochłaniam. A książka, którą poleciłaś trochę dłuższa, ambitniejsza i zachwyca samym streszczeniem.

      Usuń
  10. A mnie się marzą Góry Świętokrzyskie w przyszłym roku. Chciałabym zdobyć Łysicę, podreptać po gołoborzach, zobaczyć jaskinię Raj, zamek w Chęcinach i sprawdzić czy w Zagnańsku nadal rośnie dąb Bartek. Dla Ciebie to pewnie codzienność, ale dla mnie Twoje tereny to wielka atrakcja turystyczna.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gdzieś w zamierzeniach post o "naszych" atrakcjach, szczególnie dla dzieci, mam nadzieję, że każdy znajdzie coś dla siebie ;-) A ta moja codzienność też mnie cieszy ;-)

      Usuń