wtorek, 16 grudnia 2014

Zła matka - cierpliwości brak

Wczoraj postanowiłam od rana wziąć się za porządki. Przyniosłam drabinę, zaczęłam myć sufity, zdjęłam firanki i tak dalej. Przy czym Paweł wyszedł chyba z założenia, że na jedną rzecz sprzątniętą przez matkę powinno przypadać dwie rzeczy, rozwalone, zepsute, rozlane przez niego. I tak upływał nam dzień mniej więcej do godziny 12, kiedy to Paweł zaczął dostawać dosłownie szału. Rozkazał matce szukać układanki, matka rozkazów nie lubi, tym bardziej od niego, a jeszcze bardziej z uwagi na to, że swoich malutkich, wstrętnych czterech liter nie ruszył, żeby pomóc i wydzierał się na całe gardło siedząc na kanapie. Toteż matka nie ruszyła swoich zacnych i nieco większych czterech liter, żeby rzucić się na poszukiwanie zagubionych elementów układanki, za to zaczęła tłumaczyć początkowo ze spokojem, że jeżeli Młody pomoże, to chętnie z nim poszuka. Po kilku próbach, kiedy darcie zaczęło być nie do zniesienia matka wyszła zostawiając rozdarte stworzenie za drzwiami. Stworzenie przestało wydawać nieznośne dźwięki, matka wróciła uspokajając zszargane nerwy, pobawiła się, zaczęła kolejny raz sprzątanie i po pięciu minutach akcja rozpoczęła się od nowa. No i tak sobie wkurzaliśmy się nawzajem przez kilka godzin, a sprzątanie jakimś cudem samo się nie zrobiło.Wieczór również miły, a jakże! Matka wyjęła z szafy nowe firany i wzięła się za wieszanie, bo pozostałe rzeczy były posprzątane na tyle, że można się było wreszcie za to zabrać i... Dopiero teraz się wkurzyła! Były to firanki z rodzaju makaronów z kryształkami nawlekanymi na niteczki, a były tak potwornie splątane w jednym miejscu, z pomocą słów niecenzuralnych i  energy drinka (którego zwykle nie piję) zaczęło się rozplątywanie, ręce mdlały, kręgosłup odmawiał posłuszeństwa, ale matka była twarda przez ponad dwie godziny dzielnie walczyła. W końcu przyszedł tatuś i z pomocą cudownych nożyczek za nim matka zdążyła zaprotestować, odciął to, co się zapętliło. Radość matki dziś jest z tego powodu większa, niż wczoraj, bo kolejne 4 godziny trwało rozplątywanie odciętego już supła z kilku nitek. Po czym matka przywiązała je do miejsc po ocięciu. Nie jest źle, chociaż mogło być lepiej. Firana z typu jednorazówek. Ale wracając do dnia wczorajszego; Paweł przed snem zagubił ulubionego przytulaka, darcia było, co niemiara. Głos ma taki, że nawet podejrzewać by go o to nie można. Na szczęście i tym razem po godzinie poszukiwań tata okazał się wybawieniem i mogliśmy spokojnie się położyć. Cudownie - matka zasnęła jak niemowlę. Dzisiaj obudziliśmy się z katarem, znaczy Młody, ale sytuacja dotyka raczej wszystkich. Taty nie ma i przez kolejne trzy dni nie będzie. Za oknem szaro, aż patrzeć się nie chce - żyć nie umierać. Za chwilę kawa i może będzie lepiej. Jest jeden plus całego wczorajszego absurdu - chociaż matka nadal cierpliwości nie ma, a nerwowa, jak wściekły pies (no dobrze, może nie aż tak, może jak lis), to jednak nauczyła się nie reagować zbyt nerwowo na zachowanie Pawła, potrafi odejść, przeczekać, uspokoić się i nie drzeć mordy. W porównaniu z tym, jak było, kiedy Młody był całkiem malutki, to niebo, a ziemia. Kiedyś matka, albo wrzeszczała (raczej sama na siebie), albo brała niemowlaka i płakała rzem z nim z bezsilności. A było nad czym, bo Młody chyba odziedziczył wszystko, co najgorsze i po matce i po ojcu. Tak, czy owak plusy jakieś są, chociaż nikłe przy całym koszmarnym dniu i dzisiejszej poprawce.

16 komentarzy:

  1. Twój Pawełek na tym zdjęciu wygląda na małego cwaniaka - a po tym co piszesz to chyba dba o to, by mama nie zanudziła się w domu na śmierć :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie tylko wygląda, on nim jest ;-) A o moje rozrywki dba, jak nikt na świecie. Ale zawsze zrobi jakiś drobiazg, którym wszystko wynagrodzi, jak na przykład dzisiaj - obudził się i pierwszymi słowami, jakie wypowiedział były: "mamo, kocham Cię". I więcej nic nie trzeba :-)

      Usuń
  2. No i tak to się właśnie zawsze kończy... Narozrabiają, nerwów napsują, a na koniec piękny uśmiech, wielkie oczka i "mamo kocham"... I jak tu nie zwariować z tymi potworkami naszymi??!! ;-) A ja to mam razy dwa... i razy dwa mnie potem przekabacają :-) matka to ciężka praca:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może kiedyś też będzie drugie, ale na razie ten egzemplarz wystarczy za czworo ;-)

      Usuń
  3. Jakże bezbarwne byłoby, to nasze życie bez tych małych szkrabów. Później to wspominamy z łezka w oku. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na razie myślę o dniu, kiedy się wyprowadzi - z nadzieją i łezką w oku ;-p

      Usuń
  4. Zabawia Cię i czas Ci organizuje, normalnie manager :D Młody wymiata :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lepiej nie znać całokształtu jego umiejętności menagerskich ;-)

      Usuń
  5. Do dzieci potrzebna jest anielska cierpliwość, czasem jest ciężko. Mi się czasem zdarza zaklnąć,a ale tak, że uszy więdną, mam nadzieje, że Franio się tego nie nauczy ;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jednym z pierwszych słów Pawła, za nim jeszcze skończył rok było pewne mocne niecenzuralne, którego w domu się raczej nie używa, ale na szczęście było to tylko raz. ;-)

      Usuń
  6. Brawo dla Matki!!! :) Dała radę i to najważniejsze!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Matka dziękuje i zalewa się rumieńcem dumy ;-p

      Usuń
  7. Ha - użycie nożyczek to dość drastyczna metoda. Mimo wszystko byłabym "nieco" obrażona;)
    A co do zgubionych "emelentów";), figurek, klocków itp. - to łączę się w bólu, to powszechna metoda najmłodszych - wyć, aż ktoś się ruszy i znajdzie. Wtedy można się łaskawie uspokoić...;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Akurat w tym jestem konsekwentna, nie i już - gorzej z tatusiem, on dla świętego spokoju gotów jest znieść wiele ;-)
      Na nożyczki byłam wkurzona, ale szybko przeszło ;-)

      Usuń
  8. Dzielna Mama :). My firanek nie mamy w ogóle, są rolety i zasłony. Chyba już wiem dlaczego...;)))). Synuś piękny, jak tu się na niego złościć :)))?Pozdrawiam ciepło (i zapraszam "do siebie")

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Już byłam kilkakrotnie. Dziękuję za komplement w imieniu Małego Drania ;-) Może i dobry pomysł z tym brakiem firanek... ;-)

      Usuń