piątek, 30 stycznia 2015

Z dziećmi w Świętokrzyskie - część 2

Sprawy rodzinne, powodują, że jest mnie nieco mniej, a być może będzie jeszcze mniej. Dzisiaj udało się znaleźć chwilę napisania czegoś u siebie kosztem czytania innych blogów, ale mam nadzieję, że zdołam jakoś nadrobić, choć nazbierało się tego.
Tym razem wybierzemy się w nieco innym kierunku - mianowicie w stronę dobrze znanego klasztoru na Świętym Krzyżu. Nie ma co się raczej oszukiwać, że to cudowne miejsce stanie się dla naszych pociech jakąś niebywałą atrakcją. Ponadto Pawła osobiście dobiła droga miejsce długa, piesza droga. Kiedy już dotarł tam, gdzie miał się znaleźć nie marudził, zwiedzał. My odwiedziliśmy Klasztor wielokrotnie, różnymi trasami, natomiast Paweł w ubiegłym roku odbył swoją pierwszą wycieczkę. Co jeszcze odwiedziliśmy w okolicy? U podnóża trasy wiodącej z Huty Szklanej na Święty Krzyż atrakcji dla dzieci nie brakuje. Młodego zachwyciło "Babyjagowo". Niewielki to teren, ale znajdziemy tam i łódź wikingów i domek Jasia i Małgosi. Zainteresowaniem Pawła cieszyły się najbardziej: Łódź Wikingów, Domek Baby Jagi oraz plac zabaw.

Na stronie Babyjagowa zjadziemy takie informacje:
" W miejscowości Huta Szklana, przy Ośrodku Jodłowy Dwór powstał innowacyjny projekt pt. „BABYJAGOWO”. Jest to sposób prezentacji walorów kulturowych i historycznych regionu świętokrzyskiego. Pomysłowość widoczna jest w umożliwieniu turystom „zasmakowania” atmosfery niezwykłych atrakcji województwa poprzez ich ożywienie, m. In. Chatka Baby Jagi naturalnej wielkości bajkowa chatka na kurzej stópce ustylizowana żywą osobą Babą Jagą albo jaskinia Zbója Madeja z naturalnego kamienia odtworzona zgodnie z legendami, z żywym Zbójem pilnującym swoich skarbów, śpiącym na czarcim łożu (madejowym).

Będą tu także inne bajkowe elementy i postacie m. In. Domek Jasia i Małgosi, łódź Wikingów i duży plac zabaw i tunel straaaachuuuu.

W „BABYJAGOWIE” będzie się można spotkać ze świętokrzyską czarownicą i spędzić bardzo atrakcyjnie wolny czas. Bo to właśnie położenie, przyroda i natura Gór Świętokrzyskich jest ostoją tradycji, legend i historii jedyną tak bogatą.

„BABYJAGOWO” jest kompleksem budowli z przeznaczeniem z wyeksponowaniem atrakcji turystycznej, ściśle związanej z regionem i będącym symbolem Gór Świętokrzyskich.

Jesteśmy pewni, że to doskonałe miejsce dla wycieczek szkolnych i rodzinnych" 





Kolejnym elementem wycieczki była osada średniowieczna. Fantastyczne miejsce, które zawdzięcza wiele wspaniałym ludziom omawiającym konkretne zawody wykonywane przez ludzi w Średniowieczu. Bardzo miło będę wspominać te odwiedziny. Zainteresowanych zapraszam na stronę osady, gdzie można zwiedzić ją na początek wirtualnie.





więcej o osadzie tu
 Do dyspozycji u podnóża Świętego Krzyża mamy kilka placów zabaw dla dzieci. Skorzystaliśmy też z zaplecza gastronomicznego, a dokładnie mówiąc pięknie urządzonej karczmy na ternie Osady Średniowiecznej. 
Tym razem tyle. Przy kolejnej okazji część trzeci atrakcji.

poniedziałek, 26 stycznia 2015

Nikt mi się nie oprze

O co chodzi? A o świetną propozycję do przeczytania, szczególnie, kiedy mamy gorszy dzień.  "Nikt mi się nie oprze" Phillips Susan Elizabeth przeczytałam "dwoma tchami". Początek trochę mnie zatrzymał, zaczęłam czytać we wtorek i nadmiar poznawanych osób sprawił, że na jakiś czas postanowiłam odpocząć, żeby powrócić do lektury w sobotę. I tym sposobem, w humorze idealnym na czytanie przepłynęłam w jeden wieczór przez 400 kila stron. Książka, jak większość, po które sięgam lekka i przyjemna.
Główną bohaterką jest przebojowa i buntownicza Meg, której nie mogłam nie polubić. Poznajemy ją w momencie przygotowań do ślubu najlepszej przyjaciółki, której to ma być świadkiem, jednak sprawa zaczyna się komplikować, kiedy poznaje Pana Idealnego - przyszłego pana młodego i stwierdza, że nie jest on najlepszym kandydatem na męża Lucy, a ona musi zrobić wszystko, żeby pomóc wyplątać się przyjaciółce z pomysłu małżeństwa.
Czy Meg wreszcie dojrzeje?
Czy Pan Idealny jest na prawdę taki idealny?
Czy Meg uda się wyjść ze starcia z mieszkańcami miasteczka, którzy solidarnie jej nie znoszą i uprzykrzają życie?

Bardzo interesujący okazał się dla mnie wątek realizowania przez burmistrza marzeń i planów całego miasteczka. Nikomu oprócz Meg nie przychodzi do głowy, jak wiele wszyscy od niego wymagają i jak ogromna spoczywa na nim odpowiedzialność.
Nie chcę zdradzać za wiele szczegółów, bo miło jest odkrywać niektóre kwestie w miarę czytania.

"Lucy zamierza wyjść za Teda - absolutny ideał.
Meg zamierza jej przeszkodzić - za wszelką cenę.
Meg, najlepsza przyjaciółka Lucy, wie, że za nic w świecie nie można dopuścić do tego małżeństwa. Ale najwyraźniej nikt poza nią tego nie rozumie. Meg staje się najbardziej znienawidzoną kobietą w miasteczku, gdzie ma się odbyć ślub - i gdzie utknęła z rozlatującym się samochodem i pustym portfelem. Spłukana, zdana tylko na siebie, narażona na wściekłość niedoszłego (i nieodparcie pociągającego) pana młodego jest pewna, że zdoła przetrwać to wszystko. Bo co gorszego może się jej jeszcze przydarzyć? Przecież chyba nie straci głowy dla Pana Nikt Mi Się Nie Oprze..."

Zachęcona recenzjami innych sięgnęłam po książkę i na pewno się nie zawiodłam.


 źródło

piątek, 23 stycznia 2015

Z dziećmi w Świętokrzyskie - część 1

Już jakiś czas zabierałam się do tego tematu i jakoś tak coś stawało na drodze. W końcu się zebrałam i zaczęłam. Paweł uwielbia wycieczki - wiele miejsc już odwiedziliśmy,a wiele jeszcze przed nami, do wielu z nich Paweł już planuje powroty. Wszelkie regiony Polski próbują się jak najlepiej promować i zachęcać do przyjazdu, a Świętokrzyskie jakoś tak odstaje w tym maratonie o popularność. Kiedy latem wybieraliśmy się z Młodym na mały urlop przejrzałam kilka miejsc w innych województwach i ich atrakcje dla dzieci i muszę przyznać, że wielkiego zachwytu nimi nie było. W okolicy natomiast znajduje się tak wiele miejsc, które można zobaczyć z dziećmi i na pewno się tam nie zanudzą, że może i kogoś z was zachęcą do odwiedzin. Zaczynamy od Bałtowa i kiedy tylko znajdę moment przechodzimy dalej.

             Bałtowski kompleks turystyczny

Każdy już chyba słyszał o dinozaurach w Bałtowie. Szczerze powiem, że zastanawiałam się czy Jurapark zrobi na Pawle wrażenie. Zrobił i to jakie! Młody był zachwycony, każdego dinozaura musiał osobiście dotknąć, a ile było przy tym komentowania... Do oceanarium też podeszłam sceptycznie, bałam się, że trójwymiarowe obrazy go wystraszą, nic bardziej mylnego, natomiast jeżeli chodzi o inne dzieci ręki sobie uciąć nie dam. Kilka chwil spędziliśmy też na placu zabaw. Zwiedziliśmy zwierzyniec dolny, żałuję, że nie wybraliśmy się na górny, ale wszystko do nadrobienia. Nie byliśmy też w Wiosce Czarownic, bo i tak wycieczka trwała bardzo długo. Pawła zachwycił park rozrywki. Ceny przystępne a atrakcji dla mniejszych i większych mnóstwo.
Poniższe zdjęcia pochodzą z tej strony: źródło Zapraszam do jej odwiedzenia zainteresowanych miejscem.

Loading...
Loading...
Loading...
Loading...
Loading...

Loading...Loading...

środa, 21 stycznia 2015

Nie tylko słowa

Zgłaszając chęć udziału w styczniowym projekcie nie zastanawiałam się konkretnie nad każdym z tematów i tym, co chciałabym na nie powiedzieć. Ten post zupełnie mi nie podchodzi. Przykro mi, no taka prawda. Myślałam czy silić się na na jakiś post na temat siły czynów, ale po co skoro dla mnie same słowa też wiele znaczą i mnóstwo z nich mam w pamięci i chyba na zawsze pozostaną w sercu i to nie koniecznie zawsze tylko te dobre. Pokuszę się za to o obrazy. Skoro nie tylko słowa, to może jeszcze obrazy? Jak wiele ulotnych chwili udało się zatrzymać na zdjęciach. Kilkoma się nie podzielę, na przykład Pawła po urodzeniu chcę zachować tylko dla siebie, ale wiele z nich, nie aż tak ważnych, nie tak spektakularnych, ale tak czy owak miło się do nich wraca.








poniedziałek, 19 stycznia 2015

Nie musi być idealnie

Zazwyczaj spinałam się, żeby wszystko, co robię było perfekcyjne, a kiedy się nie udawało - poddawałam się i dawałam za wygraną. Od jakiegoś czasu nie dążę do tego, żeby wszystko było idealnie, ważne, żeby zrobiła coś w miarę sama. Dzisiaj do głowy przyszedł mi przykład tortów. Zazwyczaj na każdą imprezę zamawiałam tort i było po problemie. Fakt, na chrzest Pawełka wybrałam oczywiście idealny, taki, jaki sobie wymarzyłam i byłam bardzo zadowolona. Ale już, kiedy kończył roczek uwierzyłam w swoje możliwości i tort zrobiłam sama. Nie był perfekcyjny, daleko mu było do tego, ale zrobiony własnoręcznie i byłam z niego dumna. Teraz próbuję sama, czasem z lepszym, innym razem z gorszym skutkiem. A przy tym, jak miło czuć się docenianą.
Galeria tortowa:
Tort na chrzest - zrobiony na moje zamówienie przez uzdolnioną Panią
Roczek Pawła
Drugie urodziny


Inne:


sobota, 17 stycznia 2015

Matka, żona, ale czy kobieta?

Kolejny tydzień, kolejna część wyzwania i tym razem nie muszę się jakoś szczególnie silić na wymyślanie tematu, bo chodził mi po głowie od jakiegoś czasu. Nawet nieco się wstrzymałam z publikacją, żeby móc wstrzelić się w odpowiedni tydzień stycznia. Ale ten tydzień jest dla mnie tak zaskakujący, jak chyba żaden do tej pory, ale o tym może kiedyś, na pewno nie w najbliższym czasie, choć stało się tak wiele. Aż do głowy przyszedł mi post z początku stycznia "Po raz pierwszy" i czuję, że jest tych pierwszych razów, jak nigdy wcześniej.
Wracam do tematu, bo odbiegłam jak zwykle daleko. Bezapelacyjnie jestem Matką. Nie wyprę się głównej roli mojego życia, którą doskonalę od ponad czterech lat, bo matką czułam się już, kiedy Paweł był lokatorem mojego brzucha. Jestem stworzeniem, które chyba zostało stworzone do przygotowywania posiłków, ubierania, sprzątania porozrzucanych zabawek, przygotowywania kąpieli, czytania bajek, wspólnych zabaw i układania do snu z pocałunkiem w czoło. Tak, jestem matką. Jestem Żoną. Szykuję ubrania, piorę, gotuję, wspieram, kiedy potrzeba, wywiązuję się pewne z większości obowiązków żony. Oczywiście jestem żoną, jestem matką, ale powiedzcie mi kto to jest kobieta? To ten automat do matkowania i "żonowania"? Chyba nie. Podejrzewam, tak, przez ułamek sekundy przeleciało mi to przez głowę, to ten stwór, który robi coś dla siebie, którym zdarza mi się być od czasu do czasu. To pewnie ta postać, która jest początkującą blogerką. Siada wieczorem przed komputerem i zaczyna podczytywanie innych i swoje własne wynurzenia. Ba, chyba "kobietę" można zauważyć nawet częściej. Czasem bierze niekończącą się kąpiel, nawet z książką i to czas tylko dla niej. Czasem ów stworzenie wychodzi na zakupy i nie potrafi się zdecydować, czy to, czy tamto, lubi zakupy. Innym razem siada przed lustrem i nakłada na twarz kamuflaż zwany makijażem, który nie towarzyszy jej nazbyt często. Są dni, a właściwie głównie wieczory; dziwny wytwór, na tyle dziwny, na rzadko spotykany wychodzi na babski wieczór. Niespotykana to chwila, bez małżonka, bez małego (fakt kochanego, ale jednak) pasożyta. Kiedy ja robię coś dla siebie? Tych chwil jest właściwie tak niewiele poza wieczornym spotkaniem z książką, że na długo pozostają w pamięci. W pewnej chwili umysł matki zostaje tak wyprany, że często przestaje myśleć o sobie zupełnie, a jeżeli już komuś jakimś cudem uda się wykopać ją z domu, to jej fale mózgowe ustawiają się na opcję "co też robi moje dziecię w tym czasie", czy pielucha zmieniona, czy mleko w odpowiedniej temperaturze. O losie, a jeśli dziecko starsze, to może ogląda właśnie w tej chwili tę bajkę, której nigdy mu oglądać nie pozwalam, a może ktoś dał mu słodycze, albo będzie niedokładnie umyte przed snem. Oczywiście przy tym przemyślana zostaje też lista wszelkich możliwych wypadków, które to mogły się wydarzyć. Faktem jest, że część z naszych obaw często zostaje potwierdzona, ale mimo, że kocham swojego syna i męża, to spędzając z nimi cały swój czas będę tylko Matką i Żoną, a gdzie w tym Ja? Ja - kiedyś; masa energii, wyjście w każdej wolnej chwili, szaleństwa, wygłupy i to, co łączy dwie ja, czyli książki. Nigdy już tamtą sobą nie będę - to normalne i nawet bym nie chciała, ale czas dla mnie jest mi potrzebny, choćby żeby naładować akumulatory. Tym razem stawiam sobie plan obejmujący czas dla siebie i przynajmniej po jednym wolnym wieczorze w miesiącu dla mnie jeden i dla M. jeden. Zobaczymy co z tego wyjdzie ;-)
Kiedyś, kiedy czas miałam głównie dla siebie

piątek, 16 stycznia 2015

Dzień babci i dziadka

Pomysłów na prezent z tej okazji jest ogrom, aż nie wiadomo na co się zdecydować. Ja uwielbiam te personalizowane. Dwa lata temu postawiliśmy na laurki ze zdjęciem Pawła, do których dołączyliśmy ramki. W tym roku ciężko było mi się zdecydować, ale w końcu z pomocą M. wybraliśmy foto kalendarze. Czekaliśmy zaledwie cztery dni od dnia złożenia zamówienia (z tym, że składaliśmy je w niedzielę) i już znalazły się w naszym domu. Jestem bardzo zadowolona z realizacji, piękne, fantastyczne kolory, choć dla siebie wybrałabym coś bardziej stonowanego, ale oczywiście to nie dla nas i nie w nasze gusta ma się wpasować. Tak czy inaczej śliczne, zalaminowane, czekają na swój czas.