sobota, 17 stycznia 2015

Matka, żona, ale czy kobieta?

Kolejny tydzień, kolejna część wyzwania i tym razem nie muszę się jakoś szczególnie silić na wymyślanie tematu, bo chodził mi po głowie od jakiegoś czasu. Nawet nieco się wstrzymałam z publikacją, żeby móc wstrzelić się w odpowiedni tydzień stycznia. Ale ten tydzień jest dla mnie tak zaskakujący, jak chyba żaden do tej pory, ale o tym może kiedyś, na pewno nie w najbliższym czasie, choć stało się tak wiele. Aż do głowy przyszedł mi post z początku stycznia "Po raz pierwszy" i czuję, że jest tych pierwszych razów, jak nigdy wcześniej.
Wracam do tematu, bo odbiegłam jak zwykle daleko. Bezapelacyjnie jestem Matką. Nie wyprę się głównej roli mojego życia, którą doskonalę od ponad czterech lat, bo matką czułam się już, kiedy Paweł był lokatorem mojego brzucha. Jestem stworzeniem, które chyba zostało stworzone do przygotowywania posiłków, ubierania, sprzątania porozrzucanych zabawek, przygotowywania kąpieli, czytania bajek, wspólnych zabaw i układania do snu z pocałunkiem w czoło. Tak, jestem matką. Jestem Żoną. Szykuję ubrania, piorę, gotuję, wspieram, kiedy potrzeba, wywiązuję się pewne z większości obowiązków żony. Oczywiście jestem żoną, jestem matką, ale powiedzcie mi kto to jest kobieta? To ten automat do matkowania i "żonowania"? Chyba nie. Podejrzewam, tak, przez ułamek sekundy przeleciało mi to przez głowę, to ten stwór, który robi coś dla siebie, którym zdarza mi się być od czasu do czasu. To pewnie ta postać, która jest początkującą blogerką. Siada wieczorem przed komputerem i zaczyna podczytywanie innych i swoje własne wynurzenia. Ba, chyba "kobietę" można zauważyć nawet częściej. Czasem bierze niekończącą się kąpiel, nawet z książką i to czas tylko dla niej. Czasem ów stworzenie wychodzi na zakupy i nie potrafi się zdecydować, czy to, czy tamto, lubi zakupy. Innym razem siada przed lustrem i nakłada na twarz kamuflaż zwany makijażem, który nie towarzyszy jej nazbyt często. Są dni, a właściwie głównie wieczory; dziwny wytwór, na tyle dziwny, na rzadko spotykany wychodzi na babski wieczór. Niespotykana to chwila, bez małżonka, bez małego (fakt kochanego, ale jednak) pasożyta. Kiedy ja robię coś dla siebie? Tych chwil jest właściwie tak niewiele poza wieczornym spotkaniem z książką, że na długo pozostają w pamięci. W pewnej chwili umysł matki zostaje tak wyprany, że często przestaje myśleć o sobie zupełnie, a jeżeli już komuś jakimś cudem uda się wykopać ją z domu, to jej fale mózgowe ustawiają się na opcję "co też robi moje dziecię w tym czasie", czy pielucha zmieniona, czy mleko w odpowiedniej temperaturze. O losie, a jeśli dziecko starsze, to może ogląda właśnie w tej chwili tę bajkę, której nigdy mu oglądać nie pozwalam, a może ktoś dał mu słodycze, albo będzie niedokładnie umyte przed snem. Oczywiście przy tym przemyślana zostaje też lista wszelkich możliwych wypadków, które to mogły się wydarzyć. Faktem jest, że część z naszych obaw często zostaje potwierdzona, ale mimo, że kocham swojego syna i męża, to spędzając z nimi cały swój czas będę tylko Matką i Żoną, a gdzie w tym Ja? Ja - kiedyś; masa energii, wyjście w każdej wolnej chwili, szaleństwa, wygłupy i to, co łączy dwie ja, czyli książki. Nigdy już tamtą sobą nie będę - to normalne i nawet bym nie chciała, ale czas dla mnie jest mi potrzebny, choćby żeby naładować akumulatory. Tym razem stawiam sobie plan obejmujący czas dla siebie i przynajmniej po jednym wolnym wieczorze w miesiącu dla mnie jeden i dla M. jeden. Zobaczymy co z tego wyjdzie ;-)
Kiedyś, kiedy czas miałam głównie dla siebie

42 komentarze:

  1. Dużo prawdy jest w tym, co piszesz. Ja ostatnio też ograniczyłam się do bycia przede wszystkim matką i żoną, natomiast z kobiecością jest coraz gorzej. Nie, żebym się uskarżała, bo lubię swoje życie, ale chętnie wyskoczyłabym gdzieś w szpilkach lub chociaż na chwilę oderwała się od domowej rzeczywistości, by potem do niej wrócić ze zdwojoną siłą. Nasze rodziny mieszkają daleko, więc nie możemy zostawić dziecka z babcią i wyjść do kina lub restauracji, zatem na razie nie ma mowy o kobiecej rewolucji:). Ale jakoś to będzie!

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nam wyjść wspólnie zdarza się od jednego do kilku razy w miesiącu, natomiast mi samej bardzo rzadko, mam nadzieje, że na jakiś czas sytuacja się troszkę poprawi ;-)

      Usuń
  2. Tak to już jest, że kiedy stajemy się matkami to gdzieś powoli i nieustannie gubimy siebie... Ja też, kiedy jestem gdzieś sama, poza domem, to zastanawiam się nad tym co dzieje się z moimi chłopakami i czy na pewno zjedli obiad i czy zbyt długo przed bajkami nie siedzą, ale czasem warto się zapomnieć i zanurzyć nos w kuflu z trunkiem i oddać się plotkowaniu o zupełnie innych sprawach:-) Najlepiej z bezdzietną przyjaciółką, bo wtedy większe prawdopodobieństwo, że "dzieciowy" temat nie wskoczy na pierwsze miejsce :-) A może jak już dzieci podrosną to my znowu staniemy się bardziej kobiecymi kobietami?;-) Tak sobie wmawiam...;-) Pozdrawiam! Matka, żona, kobieta! :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może się uda, a one podrosną kiedyś? ;-) Teoretycznie rzecz biorąc gdybym miała drugie i tak myślała, to mam parę ładnych lat w plecy jako kobieta ;-)

      Usuń
  3. Takie to nasze życie: matka, żona i pani domu ...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tam, oj tam, jak się dobrze postaramy, to się uda pobyć i kobietą przez sekundę ;-)

      Usuń
  4. Dasz radę. Ja dopiero po urodzeniu dziecka dostałam powera i zaczęłam realizować swoje pasje. Nauczyłam się czerpać z życia garściami. Powodzenia!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zobaczymy, na razie może i tragedii nie ma, ale jeżeli gdzieś wychodzimy np ze znajomymi, to oboje, a od męża też by mi się pewien odpoczynek przydał ;-)

      Usuń
  5. Ja odkąd mam swoje dzieci byłam na jednym weselu i to do godz. 23.00 - wracałam do domu jak oszalała :) Czasami tęsknie za czasmi studenckimi, imprezami, wypadami do kina, restaracji czy teatru, ale kiedy patrzę na te moje bombelki, to od razu mi się odechciewa tych wszystkich atrakcji. Przyjdzie na to jeszcze czas, a póki co, to do kina, czy do teatru mogę wybrać się ze starszym synkiem (co prawda repertuar dla 3 latków, ale też miło popatrzec:)).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kiedy dzieciaczków więcej niż jedno tym trudniej o chwilę dla siebie, wiadomo. My z Pawłem byliśmy na chyba 5 weselach, tyle że o 20 był odwożony do domu, a my bawiliśmy się dalej, a na chyba dwóch zupełnie bez niego. Początkowo ciężko było się przyzwyczaić, ale z czasem się udało ;-)

      Usuń
  6. W temacie Twojego posta polecam książki Katarzyny Miller. Kobieta jest najważniejsza! Matka, żona to tylko pewne role. Bardzo ważne ale chyba nie zaspokoją wszystkich potrzeb kobiety ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szkoda tylko, że najczęściej mamy tak niewiele czasu na bycie kobietą :-( Ale damy radę. Dzięki za pomysł książkowy ;-)

      Usuń
  7. Eh. nie tylko Ciebie ta kwestia dotyczy. Tak to już jest, że nadchodzi p=moment kiedy rodzina, mąż i dziecko staja się priorytetem a kobieta schodzi na drugi plan. Mnie w pewnym momencie zaczęło to przytłaczać i żeby to zmienić zaczęłam dbać o siebie i ćwiczyć. Cieszę się, że robię coś dla siebie i liczę, że kiedyś uda mi się znaleźć równowagę i pogodzić wszystkie te role: matki, żony i kobiety.
    Pozdrawiam ciepło. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Młody podrośnie to dasz radę znaleźć dla siebie więcej czasu, chyba, że zdecydujesz się na drugie, to plan przejdzie na raczej długoterminowy ;-)

      Usuń
  8. "a gdzie w tym Ja? Ja - kiedyś; masa energii, wyjście w każdej wolnej chwili, szaleństwa, wygłupy i to, co łączy dwie ja, czyli książki."

    podoba mi się tekst. Można przemyśleć kilka spraw :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję. Ze starej (a właściwie młodziutkiej) mnie nie za wiele zostało :-p

      Usuń
  9. Ja też muszę poświecić sobie kilka chwil czasu a nie tylko dziecko mąż i dom ... :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Spróbować trzeba, pomysł jest, a co nam z tego wyjdzie zobaczymy ;-)

      Usuń
  10. Chyba to najlepszy czas, żebyś zadbała bardziej o siebie. Romantyczne wieczory z mężem, też pomogą Ci się trochę oderwać. Świat się nie zawali, jeżeli przez chwilę przestaniesz być "Idealną Panią Domu".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czasem boję się, że jak ten mój świat upadnie po jednym wieczorze beze mnie, to będę go podnosić przez kolejne tygodnie ;-p No muszę wreszcie, bo będzie tylko trudniej, masz racje ;-)

      Usuń
  11. Ja też jestem przede wszystkim mamą i żoną. Ale staram się być też kobietą, mimo wielu obowiązków staram się znaleźć czas dla siebie, z różnym skutkiem mi to wychodzi :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Gratuluję, że Ci się udaje. Mnie czasem mimo najlepszych chęci nie bardzo idzie, ale spróbuję to chociaż nieco zmienić ;-)

    OdpowiedzUsuń
  13. Strasznie to smutne co napisałaś. W ogóle co to znaczy obowiązki żony? Ja chociaż jeszcze nie jestem żoną, to żyję jak w małżeństwie i postrzegam to trochę inaczej. Nie ma obowiązków żony czy męża, po prostu powinien być podział, wypracowany poprzez kompromis. Ja nienawidzę myć garów - robi to facet w zamian ja gotuję. Ja piorę, on robi coś innego itp. Chyba kobiety same sobie narzucają coś takiego jak obowiązki żony, czyli czynią się kucharkami, sprzątaczkami itp chociaż nie muszą. Poza tym czujesz się matką i żoną, a nie kobietą, a myślisz, że Twój mąż czuje się tylko mężem i ojcem czy ma miejsce na bycie mężczyzną? Bo skoro Ty nie masz czasu być kobietą, a on ma czas na bycie mężczyzną to też coś jest nie tak. Może powinien robić więcej w domu, żebyście oboje mieli czas na spełnianie każdej roli po równo.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeżeli u Ciebie układa się wszystko po twojej myśli mogę Ci tylko pogratulować. Macie dzieci? Bo mogę Ci powiedzieć, że do momentu pojawienia się Pawła też miałam dla siebie mnóstwo czasu mimo, że byłam żoną. Później to nie jest takie proste, nie mąż i żona decydują o wszystkim, tylko pewna istota, która nie zawsze potrzebuje obojga tak samo i czas opieki można podzielić po równo według potrzeb matki i ojca. Smutne to? Nie wiem, czy smutne, zależy jakie kto ma priorytety i widomym jest, ze sprowadzając dziecko na świat z wielu rzeczy trzeba zrezygnować. Nie powiedziałabym, że bycie żoną mnie ogranicza, chociaż i z tego faktu staram się wywiązywać, natomiast bycie matką w pewnym stopniu na pewno. Razem z mężem wychodzimy, dość często, ale sama rzadko mogę sobie na to pozwolić. Jeśli chodzi o podział obowiązków i bycie "mężczyzną", nie jestem nim w tej kwestii się za niego nie wypowiem, mogę za to powiedzieć, że najczęściej po 6 rano szykuje się do pracy i wraca kiedy jest ciemno, czyli podział obowiązków stricte domowych pozostawię bez komentarza. Pozdrawiam.

      Usuń
    2. To naprawdę trudna sytuacja, skoro cały czas go nie ma w domu. Taka rzeczywistość nie jest na pewno fajna ani dla Ciebie, ani dla dziecka, które ma mało czasu na kontakty z ojcem. Pewnie nie ma możliwości na razie tego zmienić, ale mam nadzieję, że może kiedyś Twój mąż będzie mniej pracował. My nie mamy dzieci, ale pewnie gdybyśmy mieli podział byłby podobny jak teraz. Ja jestem bardzo nastawiona również na własny rozwój i obowiązki domowe traktuję jako wspólną niedogodność, którą trzeba wypełnić. A dodatkowo nie wiem jak to postrzegasz i czy rozmawiałaś o swoim problemie z mężem, ale może warto właśnie go zapytać o to jak postrzega bycie mężczyzną i o tym, że Ty nie masz czasu na bycie kobietą. Może coś poradzi, lub ułatwi Ci to postanowienie. :)

      Usuń
    3. Na razie wprowadzamy chociaż ten jeden wieczór dla każdego z nas ;-) A on przynajmniej w niedziele jest w domu, tez nie zawsze, ale najczęściej. Nie jest jakoś bardzo lekko, ale wiedziałam na co się piszę dlatego szczególnie nie narzekam, ale ta maleńka poprawa by się przydała ;-)

      Usuń
  14. W natłoku zajęć, często pamiętając o bliskich zapominamy o samych sobie. Dobrze, że refleksja przyszła teraz, masz czas jeszcze coś zmienić w swoim życiu. Pozdrawiam i życzę wytrwania w postanowieniu, bo mnie nie zawsze się to udaje.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja życzę, żeby i Tobie się udawało wytrwać ;-)

      Usuń
  15. marzy mi się taki jeden wolny wieczór - tylko ja i książka.
    Życzę Ci, aby Tobie się udało :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja właśnie skończyłam czytanie kolejnej fajnej książki, na półce czekają jeszcze trzy, ale mam nadzieję, że i w bibliotece jednak coś się znajdzie ;-)

      Usuń
  16. Ach jak ja cię rozumiem.....Siedzę w domu juz od sześciu lat (od początku ciąży juz byłam na zwolnieniu-przymusowym!), nawet teraz jak córa chodzi do przedszkola to ja nadal siedzę w domu - nie łatwo znaleźć pracę a ja mam nadzieję wyrobić się w fotografii :) Takie kradzione chwile dla siebie, mimo, że jest ich mało, są jednak najsłodsze :) Narzekam czasem na brak czasu na książkę ( czeka ich mnóstwo na półce przyniesione z biblioteki!) a mimo to walczę i to dosłownie o drugie dziecko! Kto zrozumie matkę? Nikt poza inna matką :) Dlatego blogowanie daje nam tyle radości i wytchnienia, radości z tego, że nie tylko ja mam to co mam i przezywam to co przezywam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wierzę, że się uda i to mam nadzieję, że szybko. Nie powiem "wiem jak to jest", bo nie mam pojęcia, wiem, jak ciężko donosić ciążę, ale nie wiem jak to jest mieć problem z zajściem. Tak czy inaczej życzę Ci, żeby udało się jak najszybciej. ;-)

      Usuń
  17. Jeśli tylko masz taką możliwość to z niej korzystaj. Ja jak mogłam to też korzystałam. Może nie wychodziłam zbyt często sama, ale starałam się wolny czas wykorzystywać na przyjemności. Wspólnie wycieczowaliśmy, zakupowaliśmy, a wieczorem nadrabiałam zaległości filmowe i książkowe. Fryzjer, makijaż, fajne ciuchy... A teraz znów tylko Matka, bo nawet nie mam siły być Żoną i Panią Domu... Ale mam nadzieję, że znów nadejdzie ten czas, gdy będę mogła pomyśleć o sobie. Czekam na wiosnę;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Teraz to jak najbardziej zrozumiałe. Zosieńka potrzebuje Cię na wyłączność. Wiosna już niedaleko, na całe szczęście, bo pogoda za oknem humoru nie poprawia :-(

      Usuń
  18. to bardzo trudne, bo świat/ludzie/my same wymagamy od siebie zbyt wiele. wtedy cale siły koncentrujemy na tym, by być "idealną" mamą czy żoną, a o sobie zapominamy.
    wszystkie wiemy, że to błąd. warto myśleć też o sobie. paradoksalnie z myślą równiez o dzieciach i mężu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czasami przychodzi to z trudem... Ale szansa na zmiany zawsze jest :-)

      Usuń
  19. Świetna notka, przeczytałam jednym tchem. I Tak naprawdę się zastanawiam czy w tym wszystkim jeszcze będzie dla Nas czas? Mimo, że jeszcze nie jestem żoną ale mieszkamy razem w trójkę to ja siedzę sama z Małym w domu, Mój facet pracuje. Ale porządek, pranie, obiad i wszystko inne z łaczną oczywistą opieką nad dzieckiem. Nie mam siły. to nie to co kiedyś i nigdy nie będzie już tak jak kiedyś. Mimo wszystko trzymamy za Ciebie - za Was kciuki :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo mi miło ;-) Masz racje, tak jak było już nigdy nie będzie, co nie znaczy, że jest gorzej, damy radę i moment dla siebie znaleźć. Pewnie za jakiś czas zdecydujecie się na rodzeństwo dla Małego i znowu czas się skurczy, ale skoro mamy o wiele więcej miłości, to czym się martwić :-)

      Usuń
  20. Szczerze powiem na najbliższy czas myśl o rodzeństwie dla Misia odkładamy na dłuuugo przed Nami :) teraz musimy się skupić jak go w miarę wyprowadzić z tymi chorobami w ten świat a jeszcze w międzyczasie takie tam użeranie się z Polskim prawem bo nie mamy jeszcze ślubu i mieszkanie Nam się wg nich "średnio należy" . Gdzieś pewnie w tym wszystkim czas znajdziemy dla siebie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale pewnie kiedyś, nie mówię, że szybko przyjdzie Wam do głowy taki pomysł, żeby pomnożyć miłość, którą darzycie Misia :-) A na razie życzę Ci, żebyś znalazła chwilę dla siebie :-)

      Usuń
  21. Świetny tekst, każda mama powinna go przeczytać :) Mi też się marzy taki jeden dzień tylko dla mnie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo miło przeczytać taką opinię :-) Oj przydałby się taki dzień niejednej z nas ;-)

      Usuń