wtorek, 6 stycznia 2015

"Nie mów nic, kocham cię" Mhairi McFarlane

Skuszona promocyjnymi cenami książek wybrałam się do sklepu i niestety - tej, o której marzyłam już nie było. Zastałam za to "Nie mów nic, kocham cię" i włożyłam do koszyka. Nie był to szczyt marzeń, ale, że uwielbiam czytać i to głównie lekkie książki o miłości to w ostateczności się skusiłam. Na początek przytoczę opis okładkowy książki;
"Ciepła opowieść o prawdziwej miłości, którą niektórzy mylą z przyjaźnią. Romantyczna jak "Pamiętnik" Nicholasa Sparksa. Zabawna jak "Dziennik Bridget Jones". Urocza jak "Notting Hill".

Co byś zrobiła, gdyby nagle w drzwiach pojawiła się twoja niespełniona miłość sprzed lat? Mężczyzna, o którym bardzo chciałaś zapomnieć...
Manchester. Miasto na tyle duże, żeby się w nim nie nudzić, ale i wystarczająco małe, by natknąć się za rogiem na ducha z przeszłości.
Rachel. Trzydziestolatka na rozdrożu. Świeżo upieczona singielka.
Ben. Początkujący prawnik. Właśnie przeprowadził się z żoną do miasta. Rachel i Ben. Kiedyś najlepsi przyjaciele, nierozłączni na studiach. On był jej rycerzem, ona jego głosem rozsądku. A potem coś poszło nie tak...
Dziesięć lat później wpadają na siebie w bibliotece. Odżywają stare wspomnienia i ciepłe uczucia. Ich znajomość dostaje drugą szansę.
Ale czy można przyjaźnić się z kimś, kto był miłością twojego życia? Oboje zadają sobie to samo pytanie."
Na szczęście książka nie przypomina mi Bridget Jones. W skrócie rzecz ujmując na początku pomyślałam, że jednak nie kupiłam nic szczególnego, jednak w miarę zagłębiania się w treść książka naprawdę mnie wciągnęła. Polubiłam główną bohaterkę Rachel i kibicowałam jej do końca. Początkowo sądziłam, że książka będzie romansem między opisanymi na okładce bohaterami. Myliłam się i to na plus dla Mhairi McFarlane. Cała opowieść pisana jest z perspektywy Rachel, ale co ciekawe przeplatają się tu na przemian rozdziały dotyczące jej obecnego życia (nie tylko jej, ale i jej przyjaciół) z tymi opisującymi jej przeszłość, dzięki którym po woli odkrywamy karty i poznajemy drogę do obecnego momentu i podjętych decyzji. Całość zawiera wiele świetnych, dowcipnych zwrotów, szczególnie w dialogach pomiędzy Benem, a Rachel. Do końca nie byłam pewna jaki będzie finał opowieści, co w książkach typu "romantyczne czytadło" jest raczej niezbyt częste. Całość czyta się bardzo przyjemnie, tyle, że literki są strasznie małe i momentami niezbyt wyraźne. Ogólnie rzecz biorąc stąpanie po cienkim gruncie między przyjaźnią, a miłością chyba dosyć przypadło mi do gustu, bo na razie nie mam ochoty na kolejną pozycję do czytania, by nie zatarła pozytywnego wrażenia pozostawionego po "Nie mów nic. kocham cię". W mojej subiektywnej ocenie świetna książka i chętnie kiedyś sięgnę po kolejną pozycję tej autorki.


8 komentarzy:

  1. Odpowiedzi
    1. Dzisiaj czytam coś - nazwijmy to ambitniejszego i powiem szczerze, że refleksja nad tą książką sprawiła, że nastrój nieco podupadł. Często lubię tego typu książki, jak "Nie mów nic, kocham cię", bo potrafią wprawić w świetny humor. ;-)

      Usuń
  2. Brzmi zachęcająco, lubię takie historie ;).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też lubię. Nie jest przesadnie ckliwa (chociaż i takie czytuję - ba, nawet Harlequiny czasem), ale fajne z niej romansidło ;-)

      Usuń
  3. Miałam okazję ją przeczytać... lekka, przyjemna lektura na wolne popołudnie/wieczór. Kurcze, szkoda że teraz mam tak mało tego WOLNEGO
    www.MartynaG.pl

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No szkoda, kiedy nie ma na nic czasu :-( Ja siadam do książki wieczorami, czasem nawet w ciągu dnia na pół godzinki, zdarza się i taka leniwa chwila. Cieszę się, że podzielasz mój entuzjazm co do książki ;-)

      Usuń
  4. Fajnie, że znalazłaś czas. Ja z czytaniem coraz gorzej... :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie za chwilę siadam i kończę kolejną. Uwielbiam książki. Pewnie latem znów rzadko będę zaglądać, a najbardziej lubię czytać w listopadzie, kiedy za oknem deszcz, a w kubku gorąca kawa, herbata, albo kakao. ;-)

      Usuń