czwartek, 12 lutego 2015

Mądrości Pawła ;-)

Dzieje się tak wiele, a czas wcale się nie rozmnożył i czuję, że będzie się już tylko kurczył. Dzisiaj też za wiele nie napiszę. A właściwie przekażę tylko mój dialog z Pawłem, a może raczej jego ze mną, po którym byłam w szoku i ten stan lekko się utrzymuje. Było już wiele hitów z jego strony, a dziś kolejny.

Paweł: Mamo, a Ty zrobiłaś ślub z Mirkiem (chodzi o tatę, bo ostatnio Młody zwraca się do wszystkich po imieniu i jakoś stan ten minąć nie chce)?
Ja: Tak, wzięłam ślub z tatusiem.
Paweł: Dlaczego to zrobiłaś?
Ja - po chwili namysłu, pierwsze, co mi przyszło do głowy : Bo mi się podobał.
Paweł: A mnie nie bardzo.

Komentarz z mojej strony chyba zbędny...


czwartek, 5 lutego 2015

Ciąża to nie choroba?

Z medycznego punktu widzenia oczywiście ciąża do chorób nie należy. Ale ogólnie rzecz biorąc, ten tekst słyszy się zanadto często, że aż sens słów całkiem się zmienił jakoby większość matek koloryzowała i dramatyzowała. Przecież kiedyś "kobieta rodziła w polu, wkładała dziecko w chustę i dalej pyry zbierała". Ogólnie nóż mi się w kieszeni otwiera. Niech ktoś mi powie, że matka, która ma nakaz leżenia przez 9 miesięcy, bo każdy wysiłek może się dla dziecka skończyć źle dramatyzuje. Niby faktem jest, że ciąża to nie choroba, ale tak na prawdę ile jest punktów wspólnych pomiędzy jednym i drugim. Niekończące się wymioty i nudności, odbierające ochotę na cokolwiek, zdarza się, że i takie, kończące się odwodnieniem. A może ktoś woli bóle krzyża w bardziej zaawansowanej ciąży, niekończącą się zgagę, opuchnięte nogi. Wszystko jest niczym, przy lęku niektórych matek, szczególnie tych po stracie, o życie dziecka na każdym etapie ciąży, każdego jednego dnia. A później poród, no cudowne, fantastyczne przeżycie, sam lukier, cud, miód, malina. Nie będę wychwalać, jaki to poród był dla mnie metafizyczny i wspaniały, bo zero w tym prawdy, może jakaś bez uczuć jestem, nie wiem, ale nie zamierzam udawać, ze było fantastycznie. Było okropnie, co nie zmienia faktu, że na jednym dziecku poprzestać raczej nie zamierzam, tym co wynagradza ten niewyobrażalny ból jest maleństwo, które przyszło na świat i tylko, albo aż dlatego warto się na to godzić. Szczególnie często faceci mają coś do powiedzenia. Różne teksty, które czasem wydaja im się nawet śmieszne. A ja oglądając jeden z odcinków Kossakowski. Inicjacja., pewnie każdy wie, o który mi chodzi marzyłam o tym, żeby większość facetów podłączono do takiej maszyny wywołującej ból podobny porodowemu. Nie, żebym się na kimś szczególnie zawiodła, bo z męża do chwili obecnej jestem zadowolona w podejściu do tej kwestii, ale spróbować by jednak mogli. Tato odwiedzając mnie w szpitalu, na cztery godziny przed przyjściem Pawła na świat, kiedy maiłam skurcze popatrzył na mnie i stwierdził; "czego się tak krzywisz". Czuję, że czegoś dokonałam. Czegoś ważnego. Niby każda, która zaszła przecież urodzić musi. Niby tak. Ale jestem dumna z tego, jak to się odbyło, z własnej postawy w tej chwili, mam nadzieję, że kolejnym razem będzie przynajmniej nie gorzej.
Gratuluję tym mamusiom, które do porodu pracowały, które nadal uprawiały ulubiony sport, które miały masę siły. Jednak nie rozumiem, czemu niektóre z nich jadą po tych, które na zwolnienie musiały iść od początku. Dla mnie, to, że w sytuacji, kiedy musiały dokonać wyboru, a wskazane było leżenie dokonały go wybierając ponad wszystko dobro dziecka. Wątpię, żeby chciały leżeć plackiem przez kilka miesięcy. Wiem co to znaczy, od początku ciąży wychodziłam jedynie do lekarza i na zjazdy na studiach, ale i z tego się cieszyłam, bo mogłam wyjść do ludzi. Ostatni miesiąc mimo, że ze sporym brzuszkiem był cudowny, miałam masę energii, wreszcie ciąża była praktycznie donoszona i robiłam wszystko, czego nie było mi wolno przez wcześniejsze miesiące. Dopiero ten czas mogłabym nazwać radosnym oczekiwaniem.
Wiem, ciąża to nie choroba, ale po co w koło to powtarzać, kiedy czasem niewiele się od niej różni.
źródło fotografii
38. tydzień ciąży - kalendarz ciąży