wtorek, 21 kwietnia 2015

Dłużej - krócej, cięcie ;-)

Wczoraj nastąpiła wiekopomna chwila, bo aż od października nie obcinałam Młodemu włosów. Kiedy maszynka ruszyła uczucia Pawła były mieszane, ale na szczęście wygrała chęć pozbycia się tego, co wchodziło w oczy (chociaż grzywkę podcinałam sukcesywnie nożyczkami. Żal mi, że nie mam wyraźnego zdjęcia poglądowego jak to było przed cięciem, zwyczajnie nie wpadłam na pomysł, a wszystkie zdjęcia, jakie mamy z ostatniego czasu to plenerówki na których Młody nosi czapkę.
Tak było kilka dni temu:
Akcja "cięcie":


I trochę wiosny ode mnie, bo cieszy mnie przeogromnie, marzę o ciepłych dniach, grillowaniu, ogniskach i wycieczkach.





środa, 15 kwietnia 2015

Aż do śmierci...

Niby to tylko pięć i pół roku od ślubu, tak niewiele i tak bardzo wiele, zależy, jak na to spojrzeć. Ostatnio myślałam o tym, jak wiele par nie przetrwało nawet tyle, czy nawet połowy tego czasu razem. Myślałam od czego to zależy i ile nam jest dane tego wspólnego czasu. Czy czeka nas magiczne "aż do śmierci", czy raczej czas bliżej określony? Nikt tego nie wie i nie mam pojęcia w czym tkwi patent na sukces, na długie lata razem. Ostatnio przeczytałam na jakimś blogu chwytliwy post, o tym, że w związku powinno się dawać drugiej stronie dużo wolności, jeśli się ją kocha i jej ufa. Ok, zgadzam się, ale dalsza część wypowiedzi odnosiła się, do tego, że nie zawsze ten idealny partner pod względem charakteru jest idealny w łóżku i w tej sytuacji powinniśmy sobie pozwalać na seks z kimś innym... Nie wiem, może to kwestia tego, że jesteśmy dopasowani także w tej płaszczyźnie sprawia, że jakoś mnie to bulwersuje? Chyba jednak nie o to chodzi. Zwyczajnie, nie wyobrażam sobie, żeby ktoś inny dotykał ciała, które ja kocham, znam każdy jego milimetr, wiem, jak reaguje na każdy dotyk. Miałabym dobrowolnie zgodzić się na zmianę partnera w łóżku i uważać, że wszystko jest ok? Dla mnie to zdrada, jak każda inna. Czy przez to, że ktoś "niby" nie angażuje się w to emocjonalnie ma to być zdrową i normalną relacją, o którą nie powinno się mieć pretensji i zaakceptować? Hej, skoro to jest normalne i ok, to ja jestem jednak nienormalna. Odnośnie tematu przychodzi mi do głowy masa rzeczy, jednak zbyt osobistych, żeby pisać o nich tutaj.
Nie wiem, co będzie kiedyś, nikt nie da mi pewności, że jesteśmy razem na zawsze. Ani ja nie mogę dać takiej pewności mężowi, ani on mnie, może ktoś powie, że nie mam racji, ale było już wiele "idealnych" związków, które się rozpadły. Tak, przyrzekałam "nie opuszczę Cię aż do śmierci", ale to słowa, jak wiele innych i nawet dzisiaj przyznaję, że nie przykładałam do nich jakiejś znacznej wagi. Nie mówię absolutnie, że nie chciałabym, żeby tak było i, że nie dołożę wszelkich starań, tyle, że przecież nie zawsze to wystarcza. Chciałabym, żeby słowo miłość było lekiem na całe zło i wszystkie problemy, tyle, że i odwzajemnione uczucie nie jest panaceum na niezgodności i problemy. Sobie i mężowi mogę tylko życzyć, żeby uczucie nigdy się nie wypaliło, problemy nie narastały i dane nam było zostać swoimi "drugimi połówkami" tak długo, jak to tylko możliwe.