poniedziałek, 18 maja 2015

Kocyki w wyprawce - moja top lista

Uwielbiam wszelkie kocyki, pościele, poduszeczki,poszeweczki itd., natomiast wybieranie akcesoriów dla malucha to dla mnie niewyobrażalna frajda. Kiedy połączymy jedno z drugim powstaje nieopisana przyjemność. Ostatnio przejrzałam chyba wszystkie kocyki dostępne na allegro, a oprócz tego wiele w przeróżnych sklepach internetowych. Wachlarz cen jest bardzo szeroki, na szczęście nie zawsze to, co z górnej półki cenowej wpadło mi w oko najbardziej. Ulubieńców mam kilku:
Zdecydowany dla mnie numer jeden kocyki marki Babyono:
Kocyk dwustronny BĄBELKI z mikrofibry


Kocyk dwustronny z mikrofibry
 źródło
Cena na stronie producenta 39.99zł, oraz 38.99zł zależnie od wzoru
Szczególnie w oko wpadły mi dwa powyższe modele. Obydwa rodzaje miękkie i dwustronne, a przy tym uwielbiam za sam wygląd. Dodając do tego całkiem przyjemną cenę uzyskujemy fantastyczne kocyki.

Numer drugi w moim topie to fantastyczne produkty  ze strony Misz-Masz, gdzie sami możemy wybrać wzór i zamówić realizację projektu, a ponadto wziąć udział w aukcjach rewelacyjnych produktów hand-made. Sama dzięki aukcji stałam się właścicielką ślicznej poduszki z dodatkiem minky i moimi ulubionymi sowami oraz czapeczki. Wystarczy wylicytować cenę, jaką jesteśmy w stanie zapłacić za dany produkt i nie pozwolić się przebić. Wierzę, że to nie ostatnie moje zakupy, już planuję kolejne zamówienia.


źródło
A oto i Paweł z poduszeczką, dziełem pani Kasi, zdjęcie robione wieczorem pozostawia wiele do życzenia, ale widać jak ją uwielbia:


Kolejny kocyk, taki, w którym ja osobiście się zakochałam, natomiast w cenie już nie koniecznie:

Kocyk La Millou Niemowlaka Liski-Opal
źródło
Powiem tak, komu nieco wyższe ceny nie straszne polecam stronę, kocyki oraz wiele innych produktów czekają, a wiele z nich naprawdę chciałoby się przygarnąć.

Jeżeli kogoś nie przekonała żadna z powyższych opcji może wybrać kocyk spersonalizowany, opatrzony imieniem dziecka, czy też metryczką. Na przykład taki:


źródło
Zdecydowanie można skorzystać z niego jako prezentu dla malucha. Dostępne wiele wzorów i kolorów.

Opcji jest cała masa, możemy wybierać w mnogości materiałów i rozmiarów, a ponadto mamy jeszcze możliwość zakupu kocyka-pluszaka
Miękki Kocyk maskotka przytulanka poduszka ZA0724
źródło
Kocyki tego rodzaju znaleźć można w wielu przeróżnych wersjach, z maskotkami dołączonymi na stałe do kocyka, czy też takimi, które służą jako klips przy składaniu go, a po rozłożeniu są osobną maskotką. Z własnego doświadczenia nie powiem, czy się sprawdzają i czy cieszą, chociaż pewnie tak, jednak ja tego rodzaju kocyk skierowałabym nie dla noworodka, ale niemowlaka, którego już takie rzeczy interesują, a większe rozmiary idealne dla przedszkolaka. Paweł przez dłuższy czas korzystał z poduszki-pieska i był z niej bardzo zadowolony, sądzę, że taki kocyk także byłby jego ulubieńcem.
Jeśli korzystaliście z czegoś fajnego, macie inne propozycje świetnych kocyków chętnie dowiem się jakie.

środa, 13 maja 2015

Bo po co komu prywatność?

Z jednaj strony prowadzę bloga (fakt ostatnio mało owocnie), z drugiej mam konta na Facebooku i NK, chociaż z tego drugiego praktycznie nie korzystam. Co jakiś czas dodam jakieś zdjęcie, ale wydaje mi się, że mimo wszystko zachowuję swoją prywatność na jakimś poziomie. Niektóre blogerki uważam za bardzo odważne, chodzi mi głównie o te, które dzielą się pewnymi faktami ze swojego życia, żeby na przykład pomóc innym swoją historią. Znam takich kilka, jedną cenię przede wszystkim i chociaż zamieszcza fakty bardzo osobiste, to wydaje się to takie naturalne, że nie przyszłoby mi do głowy by mogła postąpić inaczej. Ale są i takie, które bez większego sensu wywlekają historie dotyczące rzeczy niezwykle osobistych opatrując je swoją podobizną, a przy okazji zdjęciami całej rodziny. Przyznaję, że czasem może i sama chciałabym powiedzieć więcej, napisać to, czy tamto, ale biorąc pod uwagę, że nie jestem anonimem, a internet to miejsce gdzie ślad i tak pozostanie wstrzymuję się z napisaniem tego czy tamtego. Zastanawia mnie fakt dodawania na portalach społecznościowych zdjęć maluchów przy kąpieli, czy równie golusieńkich przy zabawie np. w baseniku. Po co to? Komu to? Przepraszam, bo nie rozumiem, nawet jeśli takowe zdjęcia synka w domu mam to czemu miałabym się nimi dzielić z całym światem. Mam je wstawić jako pożywkę dla pedofilii? A może lepiej dodać i poczekać, aż dziecko samo powie, że narobiliśmy mu "wiochy", że na naszą stronę, czy w nasz profil wchodził ten czy inny kolega, czy koleżanka.
Ogólnie nie mam nic przeciwko dodawaniu zdjęć USG, ale sama bym tego nie zrobiła. Dla mnie to bardzo prywatna rzecz, która ma ogromne znaczenie. Nie zamieściłabym zdjęcia swojego jeszcze nienarodzonego dziecka na portalu społecznościowym. Nie wiem dlaczego miałabym to zrobić, z radości i chęci podzielenia się nią mogę zwyczajnie to napisać. Chyba, ze chodzi mi o ilość lajków, fakt pod foto będzie ich więcej. To, że dla mnie to zdjęcie jest piękne, cudowne i mogę oglądać je godzinami nie znaczy, że reszta świata podziela ten fakt i zachwyt i chce oglądać małego "potworka" w jakości 4d. Wybaczcie za to stwierdzenie, ale dla niezakochanego po uszy w tej buźce tak to właśnie zazwyczaj wygląda.
Jako anonim pewnie poruszyłabym wiele innych tematów, które mi leżą, o wiele łatwiej to zrobić nie firmując tekstu swoją twarzą. Myśląc o założeniu bloga zdecydowałam się na taki, a nie inny, na blog, gdzie każdy widzi na zdjęciach mnie, męża czy synka i uważam, że nie fer wobec nich obydwu byłoby pisanie o pewnych sprawach. Momentami i tak czułam, ze jestem gdzieś na granicy tego, co chciałabym, żeby było firmowane w sieci moją twarzą, ale są takie momenty, że czuję, że muszę się podzielić czymś co jest dla mnie ważne, co może chcę z siebie wyrzucić i mam nadzieję, że chociaż to jest osobiste, to nikomu z moich bliskich "puszczenie" tego w sieć nie zaszkodzi (jak w przypadku posta świątecznego).
Nie wiem, czy to moda promowana przez celebrytów na sprzedaż wszystkiego, co tylko można począwszy od rozbieranych sesji na zdjęciach z porodówki, czy szczegółowych opisach pożycia seksualnego kończąc ma aż taki wpływ na wiele osób, że dla większej liczby wejść czy lajków podzielą się wszystkim, choćby i nie prawdą byleby temat sprawił, że na chwilę, a może chwilę dłużej staniemy się top. Czyżbym nie była na tyle odważna, a może wychowana w podejściu, że wielu rzeczy zwyczajnie nie wypada, a może nie umiem się odnaleźć w nowej rzeczywistości? Sama nie wiem, ale pocieszające jest to, że jest jeszcze wiele takich, które pewnych granic nie przekraczają, nie wliczając w to oczywiście tych, które dzielą się swoimi osobistymi przeżyciami z poczucia misji, jak wspomniałam to już wyżej.
W przypływie chwili publikuję tekst, bo nie wiem czy za prę minut nie stwierdzę, że po co, dlaczego, lepiej nie pisać.

wtorek, 12 maja 2015

Kotlety siekane z kurczaka

Po pierwsze przyznaję, że uwielbiam zgrzeszyć niekoniecznie zdrowym jedzeniem typu frytki i cola. A do frytek najczęściej kurczak, w przeróżnych postaciach. Paweł stawia na gyros, Mirek woli kotlety z piersi, a ja wszelkie nowości. Kotletów siekanych już co prawda próbowałam i szału nie było, okazały się niedosmażone w środku, tak, że musiałam nadrabiać opiekaniem w piekarniku już usmażonych kotletów. Tym razem spróbowałam z wersją podstawową, bez żadnych pieczarek itd. Udało się i pewnie wrócę nie raz do tego przepisu, bo obiad przygotowuje się tym sposobem na prawdę migiem.
Składniki:
  • pojedynczy filet z piersi kurczaka,
  • 1 jajko,
  • 1 łyżka mąki ziemniaczanej,
  • 1 łyżka majonezu (użyłam Kielecki),
  • sól,
  • pieprz,
  • ulubione przyprawy (w moim przypadku czosnek granulowany, papryka słodka, tymianek)
Mięso pokroić w kostkę, moje kawałki miały po około centymetr. Wymieszać w misce z pozostałymi składnikami. Gotową masę smażyć na rozgrzanym oleju przekładając łyżką.

Szybko, niedrogo i bardzo smacznie.

niedziela, 10 maja 2015

Reksio uczy i bawi


Nasza przygoda z Reksiem rozpoczęła się już dawno temu od fantastycznej bajeczki w tv. Na początku ubiegłego roku na półkę przywędrowała książka; "Reksio, Księga Wiedzy". Oboje z Pawłem byliśmy nią szczerze zachwyceni, rozpoczynając od formatu, przez oprawę, na treści ciekawej, do której często wracamy kończąc. Świetna propozycją, która wprowadza dzieci w świat pór roku. W przystępny sposób objaśnia zjawiska przyrodnicze, przedstawia pomysłowe doświadczenia do wykonania w domu, wychodzi daleko poza ramy swoich stron wysyłając nas chociażby do lasu, czy na śnieg, gdzie mamy do wykonania kilka zabaw zaproponowanych na barwnych kartkach. Kiedy dodamy do tego wszystkiego smakowite przepisy, barwne ilustracje otrzymujemy książkę doskonałą. Na pewno każdy kto raz zajrzy wróci do niej jeszcze niejednokrotnie. Sympatycznym dodatkiem jest gra zamieszczona na ostatnich stronach.
Reksio. Księga wiedzy. Ilustrowany przewodnik dla dzieci.
Autorzy: Beata Dawczak, Izabela Spychał
Stron: 96
Cena okładkowa: 29,90 zł
"Reksio. Wielka księga przygód" to kolejna świetna propozycja dla małych fanów telewizyjnej bajeczki o sympatycznym piesku. Tutaj już nie obędzie się bez mankamentu, którym dla mnie niewątpliwie jest miękka oprawa. Niby nic, ale jednak według mnie przy książce tej objętości przeznaczonej dla tak młodych czytelników okładka powinna być jednak twarda. Użytkujemy ją zaledwie od miesiąca, przy czym po każdorazowym przeczytaniu opowieści odkładana jest na półkę, niestety już widać uszkodzenia okładki, niewielkie na razie co prawda, ale z czasem z pewnością będzie gorzej. Za co plusy? Po pierwsze za ilustracje żywcem wyjęte z bajki. Historie są piękne, przystosowane dla małych czytelników, ponadto okraszone morałem. Na początku każdej opowieści znajdujemy przedstawienie bohaterów w niej występujących. Opowiadań w książce jest aż dwadzieścia sześć. Poznajemy wielu bohaterów, a ich zabawne imiona łatwo zapadają w pamięć. Paweł słucha opowieści z zainteresowaniem i jest to jedna z najczęściej wybieranych pozycji obok kultowego już można powiedzieć Elmera, Smerfów, czy Gruffalo.
Reksio. Wielka księga przygód.
Stron: 270
Cena okładkowa: 34,90 zł