środa, 13 maja 2015

Bo po co komu prywatność?

Z jednaj strony prowadzę bloga (fakt ostatnio mało owocnie), z drugiej mam konta na Facebooku i NK, chociaż z tego drugiego praktycznie nie korzystam. Co jakiś czas dodam jakieś zdjęcie, ale wydaje mi się, że mimo wszystko zachowuję swoją prywatność na jakimś poziomie. Niektóre blogerki uważam za bardzo odważne, chodzi mi głównie o te, które dzielą się pewnymi faktami ze swojego życia, żeby na przykład pomóc innym swoją historią. Znam takich kilka, jedną cenię przede wszystkim i chociaż zamieszcza fakty bardzo osobiste, to wydaje się to takie naturalne, że nie przyszłoby mi do głowy by mogła postąpić inaczej. Ale są i takie, które bez większego sensu wywlekają historie dotyczące rzeczy niezwykle osobistych opatrując je swoją podobizną, a przy okazji zdjęciami całej rodziny. Przyznaję, że czasem może i sama chciałabym powiedzieć więcej, napisać to, czy tamto, ale biorąc pod uwagę, że nie jestem anonimem, a internet to miejsce gdzie ślad i tak pozostanie wstrzymuję się z napisaniem tego czy tamtego. Zastanawia mnie fakt dodawania na portalach społecznościowych zdjęć maluchów przy kąpieli, czy równie golusieńkich przy zabawie np. w baseniku. Po co to? Komu to? Przepraszam, bo nie rozumiem, nawet jeśli takowe zdjęcia synka w domu mam to czemu miałabym się nimi dzielić z całym światem. Mam je wstawić jako pożywkę dla pedofilii? A może lepiej dodać i poczekać, aż dziecko samo powie, że narobiliśmy mu "wiochy", że na naszą stronę, czy w nasz profil wchodził ten czy inny kolega, czy koleżanka.
Ogólnie nie mam nic przeciwko dodawaniu zdjęć USG, ale sama bym tego nie zrobiła. Dla mnie to bardzo prywatna rzecz, która ma ogromne znaczenie. Nie zamieściłabym zdjęcia swojego jeszcze nienarodzonego dziecka na portalu społecznościowym. Nie wiem dlaczego miałabym to zrobić, z radości i chęci podzielenia się nią mogę zwyczajnie to napisać. Chyba, ze chodzi mi o ilość lajków, fakt pod foto będzie ich więcej. To, że dla mnie to zdjęcie jest piękne, cudowne i mogę oglądać je godzinami nie znaczy, że reszta świata podziela ten fakt i zachwyt i chce oglądać małego "potworka" w jakości 4d. Wybaczcie za to stwierdzenie, ale dla niezakochanego po uszy w tej buźce tak to właśnie zazwyczaj wygląda.
Jako anonim pewnie poruszyłabym wiele innych tematów, które mi leżą, o wiele łatwiej to zrobić nie firmując tekstu swoją twarzą. Myśląc o założeniu bloga zdecydowałam się na taki, a nie inny, na blog, gdzie każdy widzi na zdjęciach mnie, męża czy synka i uważam, że nie fer wobec nich obydwu byłoby pisanie o pewnych sprawach. Momentami i tak czułam, ze jestem gdzieś na granicy tego, co chciałabym, żeby było firmowane w sieci moją twarzą, ale są takie momenty, że czuję, że muszę się podzielić czymś co jest dla mnie ważne, co może chcę z siebie wyrzucić i mam nadzieję, że chociaż to jest osobiste, to nikomu z moich bliskich "puszczenie" tego w sieć nie zaszkodzi (jak w przypadku posta świątecznego).
Nie wiem, czy to moda promowana przez celebrytów na sprzedaż wszystkiego, co tylko można począwszy od rozbieranych sesji na zdjęciach z porodówki, czy szczegółowych opisach pożycia seksualnego kończąc ma aż taki wpływ na wiele osób, że dla większej liczby wejść czy lajków podzielą się wszystkim, choćby i nie prawdą byleby temat sprawił, że na chwilę, a może chwilę dłużej staniemy się top. Czyżbym nie była na tyle odważna, a może wychowana w podejściu, że wielu rzeczy zwyczajnie nie wypada, a może nie umiem się odnaleźć w nowej rzeczywistości? Sama nie wiem, ale pocieszające jest to, że jest jeszcze wiele takich, które pewnych granic nie przekraczają, nie wliczając w to oczywiście tych, które dzielą się swoimi osobistymi przeżyciami z poczucia misji, jak wspomniałam to już wyżej.
W przypływie chwili publikuję tekst, bo nie wiem czy za prę minut nie stwierdzę, że po co, dlaczego, lepiej nie pisać.

26 komentarzy:

  1. Ciekawy wpis. Nk mam ale pod skróconym imieniem i nazwiskiem. Nie wrzucam tam zdjęć. Mam również małego bobasa i nie podzieliłam się zdjęciami z mediami społecznymi;) Prowadzę dwa blogi (książkowy i kosmetyczny) i również tam nie pokazuje się w całej okazałości. Zastanawiałam się nawet nad Fb do książkowego bloga. Mimo, że jestem "anonimowa" mam pewne opory...;)
    Osobiście nie do końca pojmuję mode na pokazywanie całej rodziny na blogach, stylizowanie dzieci i wystawianie ich na widok publiczny aby, prawda jest taka, często nałapać współprac z firmami i na blogu zarabiać. To, że jest się rodzicem nie znaczy, że z dzieckiem możemy robić co nam się podoba. Chcesz się promować - wrzucaj swoje zdjęcia ale czemu wpycha się do tego bagna małego człowieczka, który może nie będzie zadowolony z tego w przyszłości. Pojąć tego nie mogę... Oczywiście trafiam na blogi gdzie dziecko gdzieś tam się przewija - ok. Jednak od landrynkowo-słodkich blogów gdzie promuje się często mamuśka na własnych dzieciach aż mnie odrzuca.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz co, już nawet nie chodzi o te "landrynkowe" blogi, je czytam często. Ostatnio w jakiejś grupie dla mam na Fb jedna z mamuś pytała, co może być nie tak z jej córką, bo cytuję: "ma całą ci***kę czerwoną i takie białe na niej itd" oczywiście to wszystko firmowane swoim zdjęciem, które jest przekierowaniem do pełnego albumu całej rodziny. Tak że ręce czasem opadają.

      Usuń
    2. Bez komentarza:) Szkoda, że fotek z mężem nie wrzuca w trakcie harców:)

      Usuń
  2. Prywatność to dziś chyba pojęcie względne, chociaż ja staram się nią chronić...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Życzę wytrwałości. Co do zakresu pojęcia to masz racje w stu procentach, nie oznacza już tego, co kiedyś.

      Usuń
  3. Każdy chyba ma swoją granicę prywatności. I to chyba dobrze, że tak się różnimy między sobą.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gdyby na to spojrzeć z tej strony, to może i masz rację, ale mimo wszystko czasem po niektórych zdjęciach czy słowach pozostaje u mnie jakiś niesmak. Po drugie, to w kontaktach z przyjaciółmi, niektórymi znajomymi jestem dość otwarta, ale w sieci staram się jednak zachować pewne granice.

      Usuń
  4. Przeczytałam cały wpis i zgadzam się z tym co napisałaś
    także pisze bloga, także nie dodaję zdjęc w kąpieli ....może dla tego że za kilka lat córa może się mnie zapytać czemu dodałam takie zdjęcie? to że nie jestem anonimowa i prywatnośc przy prowadzeniu bloga jest mała. Ale sa tematy i sprawy których nie poruszę....bo nie wszystkim trzeba sie dzielić:D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki. Też głównie tym się kieruję. Przy wpisach zastanawiam się co Paweł mógłby na ich temat powiedzieć za kilka lat.

      Usuń
  5. Ja również wielokrotnie się nad tym zastanawiałam. Dlaczego niektrzy pokazują wszystko, czy liczą się z konsekwencjami i kogo to w ogóle obchodzi (kwestia samochwalenia). Jednak gdyby człowiek rozmyślał nad rzeczami nie do rozwiązania to by sam stał w miejscu ;) Każdy pewnie ma jakieś zamysły, nardziej lub mniej przemyślane i każdy zbierze z tego kiedyś plony ;)

    Osobiście jestem przeciw sprzedawania włąsnego życia i zdjęć rodziny, bo nigdy nie wiadomo gdzie nas blog zaniesie i czy nie stanie się przekleństwem. Lepiej odciąć siebie i swoje decyzje od rodziny, która często nie zdaje sobie sprawy z publikacji zdjęć o niej czy też informacji. Ale to tylko moje zdanie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O kwestii samochwalenia nawet nie pomyślałam, ale fakt, że niektórzy w tym temacie też przesadzają. Ostatnio znalazłam dodane przez kogoś fotki kilku rodzajów piwa, które ma wypić, albo nowego telewizora ;-)

      Usuń
  6. Ja postawiłam sobie pewne granice i o ile uważam, ze w kwestii dzieci nie ma tematów tabu o tyle uważam, że wiele z nich nie jest dla szerszego grona. Jesteśmy rodzicami i naszym zadaniem jest ochrona dziecka a nie jego sprzedaż. Również widząc na Insta zdjęcia dzieci w samych pieluszkach zastanawiam się czy to jest ok. Ja bym tego nie zrobiła jednak nie ganie innych mam tylko ciekawe dlaczego swoich takich zdjęć nie wrzucą

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ogólnie też myślę, że nie ma w kwestii dzieci tematów tabu, jednak tak, jak Ty sądzę, że trzeba się zastanowić z kim się nimi dzielimy ;-)

      Usuń
  7. We wszystkim trzeba umieć znaleźć umiar. Ja nawet nie robię zdjęć w kąpieli i nagich mojemu synkowi, nie mówiąc już o ich umieszczaniu na portalach społecznościowych. Ciekawa jestem czy taka matka chętnie by paradowała po mieście nago.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przyznaję się do winy, zrobiłam foto, kiedy mąż niesie naszego trzytygodniowego synka do kąpieli. Mały golutki, chociaż zasłonięty dłonią taty i tato bez koszuli, widok był tak rozczulający, że nie mogłam się powstrzymać ;-) No, ale nigdzie poza kartę pamięci w aparacie i moją szufladę nie wyszło ;-)

      Usuń
  8. Każdy ma prawo do tego na co ma ochotę :) Nie musisz pokazywać się światu w całęj okazałości :) Dla mnie zdjęcia dzieci w kapieli to tez lekka przesada.... Mam nadzieję, że o mnie myslisz w tej pierwszej kategorii blogerek o których piszesz...... , że w moim przypadku jest to naturalne :) Staram się tez nie za duzo pisać, nie za często o prywatnych sprawach i czasem staram się uogólniac sytuację, ale nie zawsze to wychodzi...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O Tobie nie myślę w tej kategorii, a raczej w takiej jak o sobie nie dzielących się zbytnio życiem prywatnym. Raz może wychodzi nam to lepiej, raz gorzej, ale chyba nie przesadzamy z niepotrzebną, nazbytnią szczerością w niektórych sprawach :-)

      Usuń
    2. chyba nie przesadzamy, prawda??? czasem się zastanawiam czy nie nazbyt dużo z siebie "daję" na zewnątrz w kwestii prywatności.....

      Usuń
  9. Najważniejsze, żeby czuć się w zgodzie z samym sobą.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla osoby wstawiającej foto, czy piszącej na pewno tak, tylko nie wiem jak z pozostałą częścią rodziny, której dotyczą wstawiane treści. Pozdrawiam ;-)

      Usuń
  10. Ważną rzecz poruszyłaś. W sieci nikt z nas nie jest anonimowy i trzeba treści zamieszczać odpowiedzialnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję. Pisząc na nasz temat, czy wstawiając zdjęcia za każdym razem zastanawiam się na ile mogę sobie pozwolić.

      Usuń
  11. Mnie to generalnie nie robi różnicy o czym na blogach piszą. Dużo blogów czytam, z braku czasu jednak rzadko kiedy komentuję, ale nie miałam jeszcze tak, że po przeczytaniu stwierdziłam: po co ona to pisała tyle prywatnych spraw wyciągnęła. Nie rozumiem jedynie, jak można nie chronić prywatności swoich dzieci. Dobra, pisać można, już nawet zrozumiem jak matka pyta o kupy czy inne rzeczy jeżeli nie jest zbyt doświadczona - o ile zdjęć się nie wstawia i nikt nie powiąże tekstu z tym jednym dzieckiem. Ja mojej córki nigdy buźki nie pokazuję. Nawet na moim prywatnym koncie fb nie wstawiam jej zdjęć. Najbliższa rodzina dostaje zdjęcia na maila, a reszta nie musi oglądać mojego dziecka, po co im to ;))

    OdpowiedzUsuń
  12. Chyba najdalej posunięta formą ekshibicjonizmu społecznościowego jaki widziałam były wspomniane tu zdjęcia USG. Mnie to w pierwszej chwili zszokowało, ale już koleżanka obok mówiła, że wszyscy jej znajomi takowymi się chwalą. Dla jednych to normalne, dla drugich nie do przełknięcia. Myślę, że o ile obnażamy siebie a nie swoich bliskich bez ich zgody, to nie mam nic przeciwko temu. Chyba bardziej niezrozumiałe jest dla mnie kreowanie wyimaginowanej rzeczywistości rodzinnej sielanki w sieci, podczas gdy w domu wygląda to szaro i do kitu.

    OdpowiedzUsuń